tag:blogger.com,1999:blog-5959621425535676892015-08-25T13:31:18.408+02:00Piękne Zdrowie - blog o zdrowiu, odchudzaniu, diecie, metamorfozie i motywacji!Piękne Zdrowie - blog o odchudzaniu, metamorfoza, diety, ćwiczenia, fitness, fit, zdrowie, uroda, moda, piękno, healthy lifestyle, zdrowy tryb życia. Motywacja do odchudzania! Efekty odchudzania przed i po.Moja metamorfoza z Ewa Chodakowska. Efekty ćwiczeń z Ewa Chodakowska! Fitspo, fitspiracje, inspiracjeMagdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]Blogger291125tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-89065431028979060312015-02-18T18:57:00.001+01:002015-02-18T19:06:01.831+01:00Pielęgnacja włosów - LAMINOWANIE
Witajcie!
Już jakiś czas temu na Facebooku zamieściłam zdjęcie swoich włosów "po" zabiegu laminowania. Długo zastanawiałam się nad tym czy w ogóle próbować, ale uznałam, że nie mam nic do stracenia, a mogę tylko zyskać i... zrobiłam to! Desperacko potrzebuję zmian, potrzebuję poczuć się lepiej w swojej skórze, bo ostatnio znów nie jest kolorowo, ale dzień 'dbania o siebie' i już człowiek czuje się dużo lepiej! 




Na pielęgnacji włosów skupiłam się już dawno temu odstawiając na bok wszystkie drogeryjne kosmetyki, które zawierały parabeny, sls-y i silikony. Już od pierwszego zastosowania kosmetyków organicznych różnica była niesamowita, ale mnie to nie wystarczało. Przez ostatnie 2 lata wypróbowałam bardzo wiele różnych kosmetyków, ale tylko do trzech linii wracam regularnie.

Uwielbiam Love2Mix z Avocado - linię, która zapewnia efekt laminowania włosów podczas każdego użycia. Dla mnie numer 1!!! Włosy były potem gładkie i lśniące, a do tego sypkie i puszyste. Tego zestawu używałam na zmianę z Planetą Organicą i linią 'Aleppo', w której uwielbiam wszystko, od zapachu po efekt. Mam wrażenie, że dzięki tym kosmetykom moje włosy zaczęły rosnąć znacznie szybciej. Do tego także stosowałam Planetę Organicę 'Hammam', a także kilka innych, przypadkowo wybranych kosmetyków.




Oprócz standardowej pielęgnacji co jakiś czas olejowałam włosy przy użyciu oleju Khadi, ale po kilku miesiącach przestałam. Dlaczego? Nie miałam na to czasu! Olej zostawiałam na noc, a wychodząc do pracy o godzinie 6:30 ostatnią rzeczą, o której myślałam było poranne mycie głowy. Czasem nakładałam olej w weekendy gdy spędzałam noc sama, bo przecież nie będę pokazywać się facetowi z tłuszczem na włosach. Z resztą Khadi ma tak intensywny zapach, że wolałam nie ryzykować, bo w końcu nie każdy lubi takie orientalne nuty zapachowe. Ja uwielbiam!

Przez krótki okres stosowałam również płukanki z rumianku dzięki czemu moje kłaczki miały piękny, jasny, naturalny kolor, bo od listopada 2013 roku nie stosowałam już żadnej koloryzacji. 
Ogólnie nie miałam nigdy jakiejś tragedii na głowie mimo, że zawsze baaaaardzo dużo kombinowałam z włosami. Miałam już chyba prawie każdy kolor włosów, a do tego warkoczyki, trwałą i choć co jeszcze. Mimo tego wszystkiego moje włosy nie były bardzo zniszczone. Moim głównym problemem jest to, że mam włosy mieszane, które u nasady lubią się przetłuszczać, a na końcach są przesuszone. Do tego czasem pojawiał się łupież ze względu na bardzo twardą wodę.

Najgorsze jest jednak to, że moje złośliwe włosy są okropnie niezdyscyplinowane. Końce się puszą, włosy się odgniatają od gumek i spinek itd. Nie wspomnę już o tym jaki mam problem żeby w ogóle je ułożyć. Na te problemy pomogło mi właśnie laminowanie włosów, a efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.  


LAMINOWANIE WŁOSÓW PO MOJEMU.

Na temat laminowania czytałam bardzo dużo i w zasadzie każda bloggerka pisała co innego. Niektóre dziewczyny skarżyły się, że ich włosy były po zabiegu tłuste, inne, że włosy zrobiły się matowe, albo wręcz przesuszone... Ja postanowiłam zrobić to po mojemu ( jak wszystko ;] ).




3 duże łyżki żelatyny rozmieszałam z niewielką ilością wody (około 5 łyżek) - przyznam, że robiłam to na oko. Gdy żelatyna mocno zastygła lekko ją podgrzałam w małym garnuszku i rozmieszałam z dwoma, trzema dużymi łyżkami ulubionej odżywki. Do tego dolałam łyżkę oleju Khadi i wymieszałam. Potem odstawiłam na chwilę i nałożyłam całą papkę na zwilżone włosy. Zawinęłam włosy w folię, i nałożyłam na wierzch ręcznik, a potem zajęłam się sprzątaniem. Po około 20 minutach włosy podgrzałam gorącym nadmuchem z suszarki. Następnie po około 30/40 minutach włosy umyłam samym szamponem i wysuszyłam jak zwykle. Efekt widoczny był od zaraz!


Poniższe zdjęcie przedstawia moje włosy przed laminowaniem i po: 


Być może na zdjęciu nie widać dużej różnicy, ale powiem Wam, że ja odczułam ją od razu!
Moje włosy zwiększyły swoją objętość, stały się o wiele bardziej puszyste i było to nawet widać na pojedynczym włosie. Włos był dużo grubszy niż wcześniej! Do tego włosy zrobiły się dużo prostsze, niemal jak po użyciu prostownicy, a nie były nawet naciągnięte na szczotce podczas suszenia. Jak widać na zdjęciu końce zrobiły się bardziej zdyscyplinowane i układały się w jedną stronę tak jak powinny. Śmieszne jest także to, że moje włosy bardzo szybko przestały pochłaniać zapachy z zewnątrz jak np. dym z papierosów, smog czy zapach jedzenia. Nie wiedziałam, że będę aż tak zadowolona po zabiegu, którego cena nie przekroczyła 2 zł. 


Na wiosnę planuję keratynowe prostowanie włosów, którym sama chcę się zająć tuż obok paznokci, które robię. Prawdopodobnie moje włosy będą pierwszymi, na których przeprowadzę ten zabieg z niewielką pomocą mojej mamy. Póki co praktycznie większość czasu i tak chodzę w czapce i mimo tego, że moje włosy się puszą to nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia. I tak dla moich kudełków nie ma nic gorszego niż kominiarka i kask na motocykl, a o prędkości nawet nie mówię. Ostatnim razem już zaplotłam włosy w warkocz by nie narażać ich na wiatr, ale niestety... po powrocie do domu ledwo je rozczesałam. No cóż... coś za coś, a ja za bardzo kocham motocykl by z tego zrezygnować. 

Powiem Wam, że warto spróbować z tym laminowaniem... a że zabieg powinno się powtarzać co jakiś czas to ja również mam takowy plan. Myślę, że 2 razy w miesiącu będę przeprowadzać go u siebie. Zobaczymy... może po kolejnym zastosowaniu efekt będzie jeszcze lepszy?

Ja bardzo lubię dbać o swoje włosy i choć naprawdę czasem mnie irytują to nie mam zamiaru ich obciąć! Skoro obiecałam sobie, że będę zapuszczać to się tego trzymam... a przynajmniej wreszcie powoli zaczynam rozumieć dlaczego mój mężczyzna uwielbia moje włosy! <3



A Wy stosujecie jakieś specjalne zabiegi by odżywić włosy? Może laminowałyście już kiedyś włosy? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii... 
Buziaki! <3

Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]10
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-63605447989903969442015-02-10T13:40:00.001+01:002015-02-10T13:48:39.744+01:00PAKEREM BYĆ czyli ja i moje suplementyWitajcie!
Oczywiście tytuł posta traktujcie z duuuużym przymrużeniem oka, bo nie planuje zostać pakerem, a zyskać trochę więcej mięśni. Wreszcie udało mi się zebrać w sobie na 100% i zacząć ponownie walkę o lepszą siebie. Zapisałam się na siłownie, w którą powoli się wkręcam co baaardzo mi się podoba. Tym razem moim celem nie jest tak po prostu szczupła sylwetka, ale ładnie umięśnione kobiece ciało do lata. Staram się jeść regularnie i zdrowo i trenować, ale wiem, że to nie wszystko żeby uzyskać wymarzoną sylwetkę. Gdy zaplanowałam kupno suplementów białkowych i aminokwasów nagle z pomocą przyszła firma myprotein.pl



Myprotein Polska to firma znana mi od dłuższego czasu. Jakiś czas temu suplementy tej firmy poleciła mi jedna z Was, ale do tej pory regularnie stosowałam izolat białka serwatkowego Extensor. Teraz postanowiłam wypróbować coś innego. Tym razem skusiłam się głównie na białka smakowe, ale i na kilka innych produktów białkowych jak np. baza do naleśników, wafle i batony, a także przepyszne masło migdałowe, które już uwielbiam <3


Sam sklep internetowy jest bardzo przejrzysty i zamówienie wszystkich potrzebnych mi rzeczy nie zajęło dłużej niż 5 minut przy czym bardzo długo zastanawiałam się co dokładnie wybrać, bo asortyment sklepu jest bardzo duży i początkowo może przytłoczyć każdego. Najlepiej szukać po kategoriach czyli jak w moim przypadku "Dieta". Oczywiście nie wszystko co wybrałam zawiera się w tej kategorii, ale znaczna większość. Wielkim plusem sklepu jest to, że można wybrać sobie jeden z wielu smaków, albo zwyczajnie kupić białko bezsmakowe i np. mieszać je z dowolnymi owocami, jogurtami itd. Można również dopasować wielkość opakowania w jakim dostaniemy nasz suplement co bardzo się opłaca ze względu na to, że przy większej ilości cena jest znacznie niższa.

Jedynym minusem sklepu jest to, że przesyłka nie przyjdzie do nas z dnia na dzień ponieważ wysyłana jest zza granicy. Dodatkowo nie jest ona najtańsza, ale mimo wszystko warto wydać €3.95 gdy robimy troszkę większe zamówienie "na zaś". Ja zamówienie złożyłam w piątek w nocy, a przesyłka cała i zdrowia dotarła do mnie już we wtorek. Oczywiście przesyłkę niczym detektywi możemy śledzić na stronie. Istnieje także możliwość zmiany terminu dostarczenia przesyłki przez kuriera DPD.



Oto co zamówiłam sobie ja i co przez najbliższy czas będzie przedmiotem moich testów:
  • Myprotein MP MAX Elle Virtue Bar - Fruit Burst
  • Myprotein Impact Diet Whey - Double Chocolate 
  • Myprotein Impact Whey Protein - Toffee
  • Myprotein Impact Whey Isolate - Orange and Passionfruit 1KG Pomarańcza i marakuja 
  • Myprotein L Carnitine - 180 Tabs
  • Myprotein Impact Native Whey 95, Vanilla, Pouch, 
  • MyBar Deluxe - Toffee and Vanilla Crunch 12 Bars 
  • Iso:Pro97, Chocolate, 1KG Czekolada
  • Almond Butter Crunchy 1kg
  • Peptide BCAA, Tropical, 500g Tropical Storm 
  • Protein Pancake Mix, Maple Syrup, 500g
  • Protein Wafers, Strawberry, 10x40 Truskawka

Na chwilę obecną nie przetestowałam jeszcze większości produktów, ale z czasem będę mogła napisać Wam swoją dokładną recenzję. Mogę jednak polecić z czystym sumieniem dietetyczne batoniki proteinowe, a także wafle, które są świetną przekąską np. po intensywnym treningu.

Niestety nie miałam możliwości spróbowania wcześniej batoników MyBar Deluxe ponieważ nie dotarły do mnie od razu z niewiadomego powodu, ale na szczęście sytuację szybko udało się opanować i właśnie dziś odwiedził mnie kurier z kolejną przesyłką. Od razu rzuciłam się na batoniki i powiem Wam, że warto było na nie czekać... MNIAAAM!

Okaże się czy regularne stosowanie białka wspomoże mnie w budowaniu suchej masy mięśniowej i spalaniu tłuszczu. 

A Wy stosujecie jakieś suplementy dla sportowców? 
Buźki! i do "przeczytania" już wkrótce :) 

Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]8
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-34152749585622988442015-01-17T12:23:00.000+01:002015-01-17T12:27:16.201+01:0011. Krakowski Bieg SylwestrowyWitajcie :)

Wybaczcie, że posta na ten temat dodaję po 2 tygodniach od momentu odbycia się tej imprezy, ale ciągle liczyłam na to, że w internecie znajdę jakieś fajne zdjęcia z biegu i lepiej będę mogła zdać Wam swoją relację... 




Jak pamiętacie debiutowałam w 10. Krakowskim Biegu Sylwestrowym i od tamtego momentu postanowiłam brać udział w biegowych imprezach masowych. Niestety przez cały rok nie było imprezy, która przebiłaby Bieg Sylwestrowy... z oczywistych względów, a mianowicie... PRZEBIERAŃCY! Poprzednim razem moim strojem Barbie w pudełku zajęłam 5 miejsce, a jak było w tym roku? 





Powiem Wam szczerze, że już od 1 stycznia 2014 myślałam nad przebraniem, a pomysł pojawił się nagle po wakacjach... Nie miałam jednak kompletnie pomysłu jak zrealizować mój plan, ale UDAŁO SIĘ!

Rok 2014 żegnałam w przebraniu SYRENKI!!!!!! 



 Wymyślając przebranie nie sądziłam, że jego stworzenie będzie kosztować mnie (i nie tylko) tyle pracy. Z tego miejsca pragnę więc podziękować moim kochanym rodzicom: mamie, która szyła ogon i tacie, który pomagał przy konstrukcji mojego niemal 2 metrowego ogona. Dziękuję również mojemu chłopakowi, który... który... który siedział, marudził i pił whisky :D a tak serio, który również miał swój wkład w konstrukcję ogona, którą i tak musiałam poprawiać ;) Ach te chłopy...


Najpierw zamówiłam legginsy z rybią łuską przez allegro, które wyobraźcie sobie do dnia dzisiejszego nie dotarły, a wyraźnie pisałam, że potrzebuję ich na sylwestra! Potem kupiłam materiał i zamówiłam błękitną perukę... Ogon okazał się niemal niewykonalny, ale udało się go zamocować tak by nie wlekł się po ziemi i jednocześnie nie przeszkadzał w biegu. Mimo wszystko najbardziej czasochłonny okazał się biustonosz z muszelkami! Wzięłam swój stary, za duży strój kąpielowy i każdą pojedynczą muszelkę musiałam do niego dokleić klejem uniwersalnym. Sprawiało to spory problem, bo jak wiecie jestem posiadaczką sporego biustu i nie wystarczyło dokleić kilku muszelek, ale sporo więcej. Oczywiście wszystkie muszelki były przez nas zbierane na wakacjach nad morzem :) Do tego jeszcze trochę pracy nad płetwą i koroną.


Wszystko było zaplanowane i dopięte n ostatni guzik, a tuż po świętach prognoza pogody podawała około 5 stopni na plusie i słoneczko na dzień biegu. Niestety... Nie przewidzieli dużego ochłodzenia! Przeddzień biegu temperatura wskazywała -12 stopni co mnie kompletnie załamało, bo przebranie nie było przystosowane do takich temperatur. Musiałam więc wymyślić coś innego, ale skończyło się na kilku warstwach bluzek. Podobnie musiałam podziałać w przypadku nóg, bo przecież do ostatniej sekundy liczyłam, że legginsy do mnie dotrą.


Ciężka praca nad projektem przebrania się jednak  opłaciła, ale o tym za chwilę...

Podczas biegu spotkałam różne ciekawe przypadki takie jak UFO (pozdrawiam Cię Paweł!), człowiek z wnętrznościami na wierzchu, Kapitan Makrela czy choćby kobieta pod prysznicem! Były również zwierzątka, team Formuły 1 i samuraj z gejszą i nawet... Adam Małysz :) Było zimno, ale skutecznie rozgrzewaliśmy się przed startem przy genialnym przebraniu jakim był PIEC!!! Pomijam, że podczas biegu próbował mnie złowić pewien rybak, ale w rezultacie wystarczyła mu tylko rybka.

Warunki były trudne mimo, że świeciło słoneczko. Było zimno, baaaaardzo ślisko i co najgorsze MEGA CIASNO! W tym roku ponownie biegłam w Smoczej Piątce czyli biegu na 5 km gdzie trasa łączyła się z biegiem na 10 km. Trasa niestety była węższa niż w zeszłym roku przez co już po kilometrze mój ogon musiałam nieść w ręce, bo już na starcie urwała się jedna z taśm mocujących konstrukcję ogona na moich plecach.





BYŁO JEDNAK GENIALNIE!!! 
Ubawiłam się jak nigdy :) 

Konkurencja była ogromna, ale ku mojemu zdziwieniu zostałam wyczytana jako druga, a mój kolega kosmita w statku kosmicznym, który rok temu zajął pierwsze miejsce jako trzeci... 



TAK! Właśnie tak! Zajęłam 2 miejsce na najlepsze przebranie biegu!!!!
Spodziewałam się miejsca za podium, ale nie tego, ze stanę na podium i to na drugim miejscu! Podobnie zaskoczona była moja przyjaciółka, która przyszła mi potowarzyszyć. 




Wiecie co było najdziwniejsze? Musiałam wsiąść do samochodu z makijażem i przejechać tak 12 km! Miny kierowców gdy zdejmowałam okulary przeciwsłoneczne były przednie. Najśmieszniejszą sytuacją było jednak pójście do jednego ze sklepów w okolicy rynku w celu rozmienienia pieniędzy na parkomat. Kobieta ze sklepu prawie padła ze śmiechu, bo nie wiedziała dlaczego mam coś dziwnego na twarzy. Gdy przebrałam się w biurze zawodów samo przejście na Rynek Główny nie było już problemem, bo cóż... do wariatów świat należy :) Ludzie od razu zaczęli sobie ze mną robić zdjęcia!

Niektórzy nie rozumieją takiej formy zabawy, ale cóż... ja już teraz wymyślam nowe przebranie na kolejny rok :) 

P.S Wyobraźcie sobie, że wolałam pobiec w 11. Biegu Sylwestrowym niż pojechać na Sylwestra do Paryża z moim lubym!!! Tak, zdecydowanie nie jestem normalna. 


Rybie buziaki kochani :* CMOOOK!
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]13
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-71279047565849809342015-01-15T18:27:00.000+01:002015-01-15T18:27:45.335+01:00ZACZĄĆ OD NOWA...Witajcie!
Tytuł posta jest jak najbardziej prawdziwy, bo wreszcie dojrzałam by zacząć od nowa walczyć o lepszą siebie i to nie dla podziwu innych, ale dlatego by samej czuć się lepiej. Póki co mamy zimę, chodzimy w kurtkach, płaszczach, ale lada moment przyjdzie wiosna i będzie trzeba zrzucić z siebie zbędne warstwy ubrań, a pod nimi co? No tradżedyja!!! Przynajmniej tak jest w moim przypadku... Aktywność fizyczna stała się czymś sporadycznym, a nie uzależnieniem jak wcześniej. A jedzenie? Koszmar... 


Myślałam, że jak WSZYSCY zacznę od nowego roku, ale wiedziałam, że to nie ma racji bytu... że jak 70% ludzi gdzieś po drodze porzucę swoje noworoczne postanowienia i dlatego też nawet nie próbowałam o nich pisać, bo to nie ma sensu! Musiałam odczekać na moment, aż sama będę potrzebować tego by znów móc się zmienić. Jestem na początku drogi podobnie jak niektóre z Was i muszę zadecydować, którą drogą chcę teraz podążać. Przestaję się oglądać na innych i porównywać, bo przestałam widzieć w tym najmniejszy sens.

Od 1 stycznia moje życie nabrało rozpędu... pracy jak nie było tak nie ma więc postanowiłam wrócić do starej działalności i znów zacząć pracować na swoje własne konto i nie ukrywam, bo jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa. Powróciły również suplementy, dzięki którym powoli odzyskuję równowagę fizyczną i psychiczną. Do tego jestem właśnie w trakcie gruntownego remontu całego mieszkania... więc jak widać u mnie ZMIANY i jeszcze raz ZMIANY! Przestałam również podporządkowywać swoje życie innym... odwróciłam się od fałszywych znajomych i na chwilę obecną zaczęłam dbać o swoje dobro, a nie innych. Trochę mniej czasu również poświęcam mojemu mężczyźnie, a teraz z czasem będzie jeszcze gorzej... Jeśli nasz 4 miesięczny związek przetrwa tą próbę to będę wiedzieć, że to właśnie jest ten jedyny, z którym chcę spędzić całe życie.

Co jeszcze się zmieniło? Głównie moja dieta, bo z każdym dniem jest coraz lepiej... Nie rzucam się już na słodycze - WALCZĘ Z TYM!!! Piję odpowiednio więcej niesłodzonej herbaty i wody, a także odrzuciłam fast foody!!! Znów gotuję, planuję dziennie posiłki i panuję nad tym co układam na talerzu. Do mojej diety wróciły również warzywa, kasze, ryż, na które jeszcze niedawno nie miałam zupełnie ochoty.

Będzie dobrze? Musi być... 
Jestem cholernie energiczną osobą, która znów czuje się fatalnie w swojej skórze... Nie mam ochoty wychodzić, widywać się z ludźmi. Mam wrażenie, że w każdym ciuchu wyglądam nie atrakcyjnie. Czuję się jak wieloryb!!!!!! Mój związek też zaczyna na tym cierpieć, bo przez to, że nie czuję się wystarczająco atrakcyjna ciągle wkręcam sobie, że mój facet znajdzie sobie lepszą. Zła dieta, brak ruchu, stres, alkohol, papierosy... to wszystko spowodowało, że zaczęłam borykać się z depresją i atakami paniki. To wszystko miało piekielny wpływ na moje życie o czym pisałam już Wam wcześniej. Ciągle kontuzje doprowadzały mnie do szału... bałam się ćwiczyć by się nie załatwić i potem nie spędzać kolejnych dni w łóżku. Strasznie dużo też chorowałam, a wcześniej nie było w moim słowniku nawet takiego słowa!!!

Na chwilę obecną ważę 78,4 kg co oznacza, że w 10 miesięcy przybyło mi około 9 kg. Mięśnie utrzymują się na podobnym poziomie jak były wcześniej, ale zawartość tłuszczu w organizmie znacząco się zwiększyła choć i tak jest jej mniej niż w momencie gdy po raz pierwszy wypowiedziałam wojnę swoim kilogramom.

Tak jest kochani moi... Przytyłam... Mnie jak widać to nie ominęło. 
Jest mi cholernie wstyd, ale co poradzę? Tak wyszło... 
JA TEŻ JESTEM TYLKO CZŁOWIEKIEM!!!

Ważne jest jednak to, że się opamiętałam zanim moja waga pokazała ponownie 8 z przodu, bo drugi raz w życiu już bym chyba tego nie zniosła...

Wiecie, że nie lubię planować, ale tym razem wierzę, że się uda... Przez najbliższe 3 miesiące będę się ponownie wdrażać do aktywności fizycznej lekkim bieganiem na dystansach około 5-7 km, siłownią minimum 3 razy w tygodniu (już jestem posiadaczką karnetu, a ja nie lubię tracić pieniędzy), a także basenem o ile nie będzie jakichś większych mrozów i o ile czas mi na to pozwoli. Póki co będąc na bezrobociu muszę zacząć zabijać czas czymś bardziej owocnym niż oglądanie telewizji i przeglądanie fb, a wiem, że ten rok będzie dla mnie mega trudny i będę musiała znosić masę wolnego czasu czego NIENAWIDZĘ!!! Odstawiam fast foody, słodzone napoje typu cola, słodycze i smażone mięso... Znów witam w swoim życiu zdrowe produkty... warzywa, owoce, kasze, a także duże ilości niegazowanej wody mineralnej i ziołowych herbatek.

NIECH SZCZĘŚCIE ZNÓW ZAGOŚCI W MOIM ŻYCIU NA DOBRE!!! 
A skoro samo nie chce przyjść to już ja mu w tym pomogę :) 


Kochani!!! Nie skaczcie od razu na głęboką wodę i nie próbujcie zmienić od nowego roku dosłownie każdego złego nawyku, bo szybko dacie sobie z tym spokój! Małe kroczki!!! Niech zdrowy tryb życia kiełkuje w Was z dnia na dzień, a zobaczycie, że za parę miesięcy będziecie się śmiać z tych złych nawyków, z którymi obecnie walczycie. 

Wiem, że minęły już 2 tygodnie tego Nowego Roku 2015, ale ja szczerzę chcę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia!!! Wierzę, że Wam się uda zrealizować postanowienia noworoczne! Nie bójcie się iść do przodu, nie poddawajcie się gdy nadejdzie chwila zwątpienia i PRZYJCIE DO PRZODU!!! Niech właśnie ten rok będzie dla Was tym lepszym początkiem... 



Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]17
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-77970243004979500272014-12-11T17:01:00.003+01:002014-12-11T17:01:58.326+01:00MOTYWACJA - Moje miesięczne wyzwanie!!! Kochane moje... 
Okazuje się, że ja też jestem tylko człowiekiem i bardzo często brakuje mi motywacji. Powiem Wam szczerze, że nie wiem skąd wcześniej czerpałam swoją determinację do zmian, bo na chwilę obecną kompletnie się w treningach pogubiłam. Kiedyś codziennie w domu potrafiłam ćwiczyć, a dziś? Dziś już mnie to nie bawi! Na siłowni czasem nie czuję się komfortowo, bo jednak wiele brakuje mi do tego idealnego wyglądu o jakim marzę od dawna. Sporo osiągnęłam i przez własną głupotę zaprzepaściłam naprawdę wiele. 


Wy też tak macie, że bywają dni kiedy ostatnią rzeczą o jakiej myślicie jest trening? Cholera... skąd to się bierze? Wczoraj przepłakałam w poduszkę cały dzień i byłam kompletnie załamana swoją sylwetką. Nie wiem czy kiedykolwiek coś uda mi się zmienić... w takie dni jak ten wczorajszy zaczynam we wszystko wątpić! Od listopada już trochę poprawiłam swoją sylwetkę, ale czeka mnie bardzo długa droga. Nie jestem maszyną, którą byłam wcześniej, która cieszyła się każdym treningiem, każdą aktywnością. Co mi teraz brakuje, że nie mogę wrócić do takiego stylu życia jaki prowadziłam wcześniej? Coraz częściej mam ochotę się poddać zupełnie jak niektóre z Was! Teraz rozumiem jak trudno było Wam zacząć i spróbować przejść na tą zdrowszą stronę życia. To cholernie wkurzające, że chcę, ale coś mnie blokuje. Jakiś głos w głowie mówi mi ciągle "nie dasz rady". Od dłuższego czasu boję się nawet stanąć na wadze, ale przecież widzę, że "szału nie ma".

Kiedyś podziwiałyście mnie za determinację i chęć do zmian... motywowałam, a teraz? Teraz sama potrzebuję motywacji! Oglądając zdjęcia innych kobiet najnormalniej na świecie się załamuje, bo przecież nigdy mogę nie osiągnąć takiego efektu. Dlaczego muszę być taką perfekcjonistką? Dlaczego wszystko co robię chcę robić na maksa, a czasem brakuje mi sił? Skąd wtedy brałam energię? NIE WIEM!

Pojawił się u mnie epizod siłowni i myślę, że szybko z niej nie zrezygnuję. Jutro umówiłam się z Anią, moją znajomą, która dąży do swojego wymarzonego efektu i nie boi się ciężarów. Ania pomoże mi w doborze ćwiczeń, rozpisze trening na cały najbliższy miesiąc, a do tego doda pewności siebie w strefie, w której na chwilę obecną 90% to mężczyźni czyli oczywiście mówię tutaj o ciężarach. Trochę się gubię w tych wszystkich maszynach, sztangach, hantlach. No niby są, ale co z nimi robić? No szlag by to trafił, ale nie mam pojęcia! Czuję się jak dziecko we mgle. Dlaczego nie spytam instruktora na siłowni co można byłoby zrobić? Boje się! Kto by pomyślał, że okażę się takim tchórzem :)

Bardzo chcę móc stanąć przed lustrem i powiedzieć - "Osiągnęłam upragniony efekt!". Ponownie chcę pokazać, że nawet po takiej przerwie można wrócić i zacząć. Mam nadzieję, że energia do treningów przyjdzie z czasem. Póki co jestem silnie motywowana przez mojego mężczyznę, który bardzo polubił siłownię. W końcu to na chwilę obecną czasem jedyna okazja by móc spędzić z nim czas. Początkowo frustrowało mnie to, że być może mu się nie podobam, że moje ciało nie jest dla niego atrakcyjne, ale teraz wszystko się zmieniło. Czuję, że robię to dla siebie! Chcę sama czuć się pewniej tak jak było wcześniej! Chcę widzieć w sobie tą silną kobietę, którą przecież jestem. Pogubiłam się, ale powoli się odnajduję.

Nie przejmujcie się więc chwilowymi spadkami wiary w siebie i w swoje możliwości... Jak widać to nic nienaturalnego, tak po prostu jest! Jesteśmy kobietami więc mamy prawo do złych dni... do chwil załamania. Każdy ma do tego prawo! Załamujesz się tym jak wyglądasz? Stań przed lustrem, zaciśnij pięści i powiedz "Jestem superbabką i dam radę! Za pół roku gdy przyjdą wakację wszyscy będą mnie pytać jak to osiągnęłam." Jest tyle dziewczyn, którym się udało to nam też się uda. Przyłącz się do mnie! Zejdź z kanapy, uśmiechnij się do siebie i weź się w garść tak jak zrobiłam to dziś ja! Właśnie wybieram się na siłownię i wiecie co? Może mi się nie chce... na zewnątrz tak szaro, buro i ponuro, że aż się nie chce wychodzić z łóżka, ale przecież leżąc nie zbliżę się nawet o krok do tego efektu, który chcę. Kiedyś nie czułam się źle w swojej skórze tak jak teraz, być może dlatego, że wiem, że da się zbliżyć do spełnienia marzeń o wakacyjnym bikini.

Powiem tak... W poniedziałek zrobię zdjęcia i dokładne pomiary (również na Tanicie). W sobotę kończę antybiotyk więc myślę, że energia wreszcie zacznie do mnie wracać.


PROPONUJĘ WAM TO SAMO!!!
Zróbmy sobie wszystkie zdjęcia i pomiary 15 grudnia i porównajmy je za miesiąc. Nic tak przecież nie motywuje jak rywalizacja!!! Taka motywacja przyda się zarówno mnie jak i Wam! Nie czekajmy do Nowego Roku z chęcią zmian, zacznijmy od razu! 


Brzmi to trochę niedorzecznie, ale czemu by nie spróbować? 
W poniedziałek na blogu i na facebooku oficjalnie ogłaszam MIESIĘCZNE WYZWANIE! Niech każda z Was robi to co lubi... czy będzie to trening z Ewą Chodakowską, czy siłownia, bieganie, czy choćby treningi nordic walking... To nie ma znaczenia. Każda aktywność się opłaci. Wspierajmy się i razem dolećmy do celu :)


Buziaki kochane! 
Trzymam bardzo mocno za Was kciuki, a Wy... Wy trzymajcie za mnie! <3
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]16
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-92050954456411543352014-12-06T13:16:00.000+01:002014-12-06T13:16:01.977+01:00List do Świętego MikołajaWitajcie kochane!

Byłyście grzeczne? Dziś Mikołajki czyli dzień rozdawania i dostawania prezentów. Ja chyba byłam niegrzeczna, bo póki co Święty jeszcze mnie nie odwiedził. Nie dostałam nawet rózgi! Normalnie chamstwo :) 


A dziś jak zawsze w Mikołajki zamieszczam swój list do Świętego Mikołaja czyli 10 pozycji, które najchętniej bym przygarnęła.



1. Legginsy KappAhl - zobaczyłam je wczoraj w sklepie i się normalnie w nich zakochałam! Są świetne i oryginalne, a ja bardzo lubię trenować w ładnych ciuchach sportowych.

2. Biustonosz Sportowy Panache Sport GEO Print - już jeden Panache mam, ale ten jest tak śliczny, że nie mogę się powstrzymać i prędzej czy później pewnie ta perełka dołączy do mojej kolekcji. 


3. Play Station 4 - w końcu odrobina rozrywki należy się każdemu :) 



4. Opaska Jawbone - myślę o niej już od dłuższego czasu i fajnie byłoby ją mieć w swojej kolekcji.




5. Motocykl Aprilia RS 125 - bo postanowiłam wreszcie po wielu latach zrealizować jedną ze swoich mocno ukrytych pasji i przesiąść się z czterech kółek na dwa... 



6. Klasyczne szpilki od Christiana Louboutina których przedstawiać chyba nikomu nie trzeba!



7. Perfumy - Nowe Giorgio Armani "SI "



8. Perfumy - Paco Rabanne Lady Million "Eau My Gold!"




9. Nowe buty do Biegania - najchętniej New Balance W1080PY4





10. Thermomix - najnowszy model uniwersalnego robota kuchennego!!!




A Wy o czym marzycie? 
Pochwalcie się koniecznie co dostałyście :)

Buziaki kochane!!! 


Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]16
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-72062229092737648332014-12-02T00:16:00.000+01:002014-12-02T02:07:11.169+01:00TRUE LOVE STORY - Girl and the gymWitajcie!

Po kontuzjach, depresjach, grypie żołądkowej... nadal jednak obciążona przewlekłym zapaleniem zatok powróciłam z hukiem do treningów, a wszystko za sprawą wyjątkowego wsparcia! Mówię tu o wsparciu ukochanego mężczyzny, bo to dzięki niemu w dniu dzisiejszym powróciłam na siłownię. Jestem jeszcze osłabiona, a On nie odwiedzał siłowni od 12 lat tak więc oboje trochę się oszczędzaliśmy, ale podejrzewam, że jutro i tak będziemy cierpieć na zakwasy choć dla mnie ten ból jest cudowny! Uwielbiam zakwasy... no tak, chyba jestem walniętą masochistką, ale tak to działa! :D



Tym razem odwiedziłam kolejną siłownie z sieci Platinium Fitness, która znajduje się bliżej miejsca zamieszkania mojego faceta. Ja niestety nie będę bywać tam zbyt często ze względu na odległość, ale muszę przyznać, że w Solvay Parku na ul. Zakopiańskiej w Krakowie podobało mi się bardziej niż na ul. Mogilskiej. Klub jest o wiele mniejszy, brakuje w nim strefy dla kobiet, która dla mnie i tak jest rzeczą zbędną, bo śmieszą mnie te małe, słodziutkie, różowe hantelki... Są tak cholernie urocze, że aż szkoda mi je zapocić. Atmosfera w klubie też zdecydowanie lepsza, bo mniej ludzi, którzy odwiedzają fitness klub tylko żeby się polansować w swoich nowych ciuchach Adidasa by Stella McCartney, a więcej osób, które przychodzą faktycznie po to żeby się spocić i zmęczyć. To lubię! Nikt nie patrzył na mnie krzywo co w niektórych sieciówkach zdarzało się nagminnie.



Nie o tym jednak chciałam pisać... 

Otóż od dwóch miesięcy (tylko tyle jesteśmy razem) próbowałam wyciągnąć mojego mężczyznę na siłownie, ale bezskutecznie. Miał ciekawsze zajęcia, głównie motocykl... Teraz jednak gdy odwiedził nas mróz, a motocykl poszedł w odstawkę chyba znudziło mu się siedzenie w domu (jak na 30-sto letniego "emeryta" przystało). Ostatnio nie robiliśmy już praktycznie nic... dopadło nas jesienne lenistwo więc nawet do knajp nie chciało nam się już wychodzić, a ileż można siedzieć w domu i oglądać telewizję? Byłam w szoku gdy w piątek powiedział: "Od poniedziałku idziemy!", a dziś nawet sam mi przypomniał, że mieliśmy iść. Oczywiście zapewne gdybym nie poszła z nim na te "pierwsze koty za płoty" to by stchórzył. Mimo wszystko zrobił to chyba bardziej dla mnie i poszliśmy... To było dziwne! Jakoś przywykłam do treningów w samotności, a tu taka niespodzianka. Muszę przyznać, że podobało mi się! Spędziłam na bieżni 45 minut przy czym spociłam się jak w dobrej saunie, ale mimo wszystko nie czułam się jakoś spięta, że nie wyglądam jak zawsze... No wiecie... normalnie perfekcyjne ciuchy, makijaż, fryzura i inne bzdety, a tu nic! Mokra, spocona kura! Wkręcił się!!! On naprawdę się wkręcił w siłownię i jeszcze chce zacząć trenować MMA. Uwierzcie mi... nigdy nie byłam tak szczęśliwa! Nie ma nic cudowniejszego niż mężczyzna, który podziela Twoją pasję!!! No, ale są też tego minusy... gdy tylko przyjdzie wiosna będę musiała wsiąść z nim na motocykl. Yyyy, aaaa... no niby to nic takiego, ale mimo wszystko paraliżuje mnie przed tym strach, bo ten człowiek jest nieobliczalny! Ja jednak jestem z gatunku tych kobiet, które akceptują czyjeś pasje, baaa... wręcz ciesze się, że jakąś ma, i że kocha to co robi. Teraz On pokochał moją pasję i coś mi się wydaje, że szybciej ja odpuszczę treningi niż On... Jeśli to wszystko będzie szło w tym kierunku nadal to do przyszłorocznych wakacji (tak ja już myślę o wakacjach, bo nie miałam żadnych w tym roku!!!) będziemy wyglądać niczym greccy bogowie!


Warto więc moje drogie namawiać najbliższych na wspólne realizowanie pasji... na wspólne wypady treningowe, które jeszcze mocniej umacniają więzi między ludźmi. Jeśli nie masz odwagi iść sama weź faceta! Nie masz faceta? Weź przyjaciółkę! Nie masz przyjaciółki to szukaj w internecie, nawet na facebooku grup ludzi, którzy szukają towarzyszy do wspólnych treningów. A nuż widelec takie znajomości się rozwiną w coś więcej? 

Kochane! Nie uwierzycie jak cudownie się czuje taka wypompowana po bieżni i ćwiczeniach na nogi i klatkę piersiową... Ach! Dawno nie czułam się tak wspaniale, a jutro... jutro nadejdą jeszcze zakwasy... No żyć nie umierać! Pomijam jeszcze, że jutro również się wybieramy na wspólną siłownię. "Zajeżdżę" tego biedaka, ale cóż... PRZECIEŻ SAM CHCIAŁ! :) 

A Wy kochane trenujecie same czy z kimś? A może macie problemy, żeby namówić Waszego mężczyznę na aktywne spędzanie czasu??? Służę pomocą (i dobrą radą) chociaż sama nie wiem jak mi się to udało :D Jeszcze wyeliminuję u niego papierosy, alkohol i... CHRAPANIE!!! i będzie mężczyzna idealny ;) 

Yyyyy... nieeeee, to niewykonalne...
... a może jednak? :D

Buziaczki <3
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]14
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-31569294945345552862014-11-07T16:53:00.001+01:002014-11-07T16:54:08.610+01:00Moje plany jak... BYĆ KOBIETĄ, BYĆ KOBIETĄ Witajcie kochane!

W moim życiu wreszcie zaczęła się pojawiać iskierka nadziei, że kolejny dzień będzie lepszy niż poprzedni. Co sprawia, że znów zaczęłam myśleć pozytywnie? Nie trudno zgadnąć... wielki powrót do zdrowszego trybu życia! Moja kuchnia znów została zasypana przez setki brudnych naczyń po gotowaniu zdrowych przysmaków i mimo, że dołożyłam sobie więcej sprzątania to przecież jest to tego warte! Powoli wracam także do treningów choć póki co skupiłam się tylko na brzuchu i ramionach, a to wszystko za sprawą zapalenia ścięgna. Od zeszłego piątku mnie nosi, ale z każdym dniem noga przestaje boleć więc jest nadzieja, że od poniedziałku wrócę do biegania. 


Mam bardzo ambitne plany, których nie porzuciłam nawet na sekundę! Planuję starty w trzech imprezach biegowych... Zaczynamy oczywiście od Krakowskiego Biegu Sylwestrowego, na który już mam zaplanowane przebranie jeszcze lepsze niż zeszłoroczny strój Barbie w pudełku. Już nie mogę się doczekać!!! Tutaj raczej skupię się na dystansie 5 km, bo w tym co sobie wymyśliłam trudno będzie mi biec na dłuższą odległość. W ten sposób rozpocznę także przygotowania do Półmaratonu Marzanny podobnie jak to było w zeszłym roku! Połowa marca okaże się tutaj kluczowa, bo już w maju czeka mnie największy wyczyn... CRACOVIA MARATON!!! To postanowione i nawet jeśli nie zmieszczę się w czasie to dołożę wszelkich starań by dobiec lub doczołgać się do mety! Możliwe, że porywam się z motyką na słońce, ale takie plany sprawiają, że chcę się żyć! Chcę pokonać wszystkie swoje słabości i uwolnić się od nich, bo już wiem, że dla chcącego nic trudnego. Wiem, że decyduje się na nadludzki wysiłek, ale tylu ludzi daje radę więc dlaczego nie ja?

Od połowy listopada zbieram się do kupy i przynajmniej 3 razy w tygodniu będę odwiedzać siłownię, bo mam jeszcze do zrealizowania darmowy karnet do sieci Platinium, który wygrałam w zeszłorocznym Biegu Sylwestrowym. Co jeszcze? BASEN!!! Choć podobno łączenie biegania i pływania nie jest do końca dobrym rozwiązaniem to pamiętam, że basen bardzo dobrze mi robił.



Najważniejsze jest jednak to, że WRÓCIŁAM!!!
Obecnie nie pracuję i chciałam skupić się na pisaniu pracy magisterskiej, w której notabene mam nadzieję, że mi pomożecie ponieważ jej temat jest ściśle związany z aktywnością fizyczną. Niestety (lub stety) mój mężczyzna pracuje, a do tego ma pewne zobowiązania, przed którymi nie jest w stanie uciec, a zatem ja muszę wreszcie zająć się czymś co zabije tą masę wolnego czasu. Siedząc na swoich czterech literach zaczynam myśleć... a moje myśli bardzo trudno nazwać pozytywnymi. Aktywność fizyczna będzie tutaj dla mnie pełnić trzy funkcje... Dzięki treningom zajmę się CZYMŚ, nie będę mieć czasu na dołowanie się i myślenie, a do tego mój facet będzie mieć świadomość, że nie jestem w każdej sekundzie na jego wezwanie. Kolejną funkcją będzie oczywiście zmiana mojej sylwetki... Ja nadal chcę ważyć 65 kg! Chcę znów odzyskać pewność siebie, która została mi zabrana, chcę się ubierać tak jak lubię - kobieco, na co nie mogę sobie teraz do końca pozwolić. Co jest trzecie? Oczywiście zdrowie i dobre samopoczucie!!! Pamiętam jak kiedyś byłam szczęśliwa po każdym wykonanym treningu i cholernie mi teraz tego brakuje!


Moje plany nie dotyczą tylko aktywności, ale także pielęgnacji ciała, włosów, paznokci... Nie wiem skąd mi się to wzięło, bo do tej pory kończyło się na organicznym żelu pod prysznic, szamponie, balsamie do włosów i to wszystko! Ostatnio był nawet taki moment, że przestałam się malować, bo mój EX uważał, że tak wyglądam lepiej - BZDURA! Wiem w jakiej wersji podobam się sobie i niech tak pozostanie.


Fakt, że kocham samochody, motocykle, gokarty nie zmienią tego, że mimo wszystko JESTEM KOBIETĄ! Lubię sukienki, spódnice, dekolty... ale rzadko się tak ubieram, bo w towarzystwie mężczyzn nigdy nie czułam się w takiej wersji swobodnie. Koniec z tym! Mam dosyć bycia dla facetów "równą babką" do której czasem im się wyrywało "ej stary!". Nie jestem ich kumplem!!! Mój mężczyzna to 100% facet... nie spędza pół dnia przed lustrem (no chyba, żeby nałożyć żel na włosy :P), nie popierdziela w rurkach i nie boi się dostać po ryju, bo jak to mówi "morda nie szklanka" więc będąc przy nim muszę Wam powiedzieć, że czuję się naprawdę kobietą. Odkrywam się na nowo!


 

Heee? Że co? Niby ja nie potrafię być kobieca??? 


Będę się dzielić z Wami na bieżąco etapami swojej dalszej przemiany w kobietę!!! 
Nawet nie wiecie jak mi tego brakowało! 

BUZIAKI!!! <3
Ściskam baaaardzo mocno i już niedługo wracam :) 

Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]16
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-59856291646397651512014-10-30T17:09:00.000+01:002014-10-30T17:09:06.228+01:00PRYWATA - Trudne próby powrotów do normalnościWitajcie kochane...

Tak wiem, znów mnie nie było, ale tym razem nie będę obiecywać powrotów, bo nie wiem co czas pokaże... Będę się starać! Pewnie nadal bym nic nie napisała gdyby nie to, że dosłownie kilka minut temu poczułam nieodpartą chęć podzielenia się z Wami tym co w ciągu ostatnich kilku miesięcy kompletnie zbiło mnie z tropu. 


Na chwilę obecną moje życie zaczyna się stabilizować, wracają mi chęci do treningów, wracają chęci do zdrowszego odżywiania, do dbania o siebie i swoje zdrowie, bo... MAM DLA KOGO, a przynajmniej tak mi się wydaje. W dniu dzisiejszym dostałam swój pierwszy (i to mocno spóźniony okres) po prawdopodobnym poronieniu. Tak, niestety to najprawdopodobniejsza opcja... Dlaczego przestałam ćwiczyć? Nie wiem... przestałam chyba wierzyć w swoje możliwości i to był powód dlaczego przestałam pisać. Nie potrafiłam pisać o czymś w co sama przestałam wierzyć. Początkowo byłam szczęśliwa bez treningów, bo miałam na tamtą chwilę (jak mi się wydawało) cudownego faceta, rewelacyjną pracę i przyjaciół. Nie wierzę w to jak bardzo mogłam się pomylić. Sądziłam, że treningi nie są mi już potrzebne, że nie muszę odreagowywać złych emocji, bo ich nie mam. Pod koniec lipca zaczęłam się słabo czuć, nie miałam energii, nie miałam apetytu, nie miałam na nic ochoty. Zmuszałam się wówczas tylko do roweru i spacerów. Później zaczęły się problemy natury nerwowej związane z pracą. Zaczęłam wymiotować, objadać się lub wręcz przeciwnie potrafiłam nie jeść nic!!! Nic mnie nie cieszyło, a w moim związku coś zaczęło się psuć. W efekcie tego w połowie sierpnia mój "idealny" facet odszedł z dnia na dzień, zrywając ze mną smsem. Pogrążyło mnie to kompletnie. Początkowo wracając z pracy kładłam się do łóżka i przesypiałam cały dzień. Po jakimś czasie zaczęłam odreagowywać spotykając się z ludźmi i to do tego stopnia, że wychodziłam do pracy o 6:55, a wracałam o 2, a nawet 3 w nocy. Wróciły stare nawyki: imprezy, alkohol, papierosy, ale także zapisałam się na siłownie. Niestety zabrakło mi już na nią czasu, a ja potrzebowałam aktywności podczas których nie myślałam. Byłam rozbita... Chwilę później zaczęły się bóle brzucha, bo potrafiłam nic nie jeść, a piłam hektolitry kawy i wypalałam paczkę papierosów dziennie i pewnego dnia dostałam jakiegoś ponadprogramowego krwawienia. To chyba był ten moment gdy uświadomiłam sobie, że nerwy nic nie dadzą, ale dosłownie chwilę później pod koniec września wylądowałam w szpitalu z okropnym bólem brzucha. W międzyczasie na mojej drodze pojawił się ktoś inny i choć nie potrafiłam zaufać poddałam się temu, trzymając jednak dystans. Sprawił, że zaczęłam bardziej dbać o siebie...

Wychodzi na to, że każda z Nas musi mieć taki moment w życiu gdy wszystko nagle przestaje mieć sens. No cóż, ja sama nie sądziłam, że porzucę pasję, że porzucę treningi, pisanie, zdrowe jedzenie... Stało się! Już wracam do siebie po tym wszystkim. Nie pracuję, domknęłam sprawy związane z uczelnią i mam termin obrony pracy magisterskiej na styczeń. Spędzam więcej czasu w domu, a nie w barach i to tylko kwestia czasu aż znów zacznę biegać i ćwiczyć. Koleżanki chcą zapisać się na siłownie, a to dla mnie idealna sytuacja, bo razem będzie raźniej. Potrzebuję tego! Widocznie ta przerwa, ta kompletna rozpierducha życiowa była mi potrzebna.



Przepraszam Was bardzo, że zniknęłam tak bez słów wyjaśnień, ale nie chciałam stać się hipokrytką... 

Teraz czuję, że będzie dobrze, bo wracam na dobre tory... 
Zaczynam swoje życie od nowa, z daleka od starych problemów, które mogły mnie zniszczyć, ale nie dałam im się! Nie jestem jeszcze silniejsza niż byłam, ale to kwestia czasu. 

Teraz ja potrzebuję Waszego wsparcia... TRZYMAJCIE KCIUKI! 
W końcu... co mnie nie zabije to wzmocni, prawda?

Buziaki! 
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]22
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-47163918771135693322014-09-10T01:21:00.002+02:002014-09-11T20:56:47.603+02:00MotionSense - Z Rexoną możesz więcej!
Witajcie!
Dziś postanowiłam w całości poświęcić posta marce REXONA, no i właśnie… z czym kojarzy Wam się ta firma? Mnie do niedawna  jedyne skojarzenie jakie przychodziło na myśl to oczywiście niezawodne antyperspiranty do zadań specjalnych z opatentowaną przez firmę technologią MotionSense, która uwalnia większą dawkę zapachu podczas aktywności fzycznej oraz w innych przypadkach gdy tylko mocniej się pocimy. Od niedawna Motion Sense kojarzy się jednak również z najnowszą aplikacją na smartfona…



Jak wiecie korzystałam z wielu aplikacji na smartfona w celu monitorowania moich treningów (głównie biegania i jazdy na rowerze). Uzależniłam się od tych małych programików i powiem szczerze, że trudno było mi wykonywać jakąś aktywność bez późniejszego sprawdzenia statystyk po treningu. MotionSense to prosta aplikacja, która podobnie jak inne tego typu programy mierzy naszą aktywność fizyczną pod kątem czasu, ilości spalonych kalorii czy np. przebytego dystansu.





Motion Sense ma jednak jeszcze jedną, dodatkową funkcję, która jeszcze bardziej motywuje do aktywności fizycznej, a mianowicie można podłączać się do rywalizacji w grupach i wygrywać kosmetyki REXONA, a także różne fit-gadżety. W końcu która z nas nie potrzebuje dodatkowej ochrony przed nieprzyjemnym zapachem podczas treningu? :) Wiecie co tutaj jest mega istotne? Że tutaj mamy szansę rywalizować z osobami o podobnych możliwościach do nas, a nie z profesjonalnymi sportowcami, których wyników nigdy nie będziemy w stanie pokonać. Motywujące nieprawdaż?


Sama aplikacja jest bardzo przyjemna w użytkowaniu, dość prosta w obsłudze (chociaż na początku nie do końca wiedziałam co i gdzie kliknąć). Oprócz tego interfejs jest bardzo ciekawy dla oka… taki kobiecy i kolorowy. Do każdego monitorowanego treningu można dodawać komentarze, zdjęcia i dzielić się nimi na naszym facebooku. To niby nic nowego, ale uważam, że takich motywujących aplikacji nigdy nie jest za wiele.


W aplikacji można oczywiście zarejestrować się przez facebooka (ale nie tylko) i udostępniać swoje sukcesy znajomym. Możemy wybierać monitorowanie naprawdę wielu aktywności fizycznych o różnej intensywności co jest np. niemożliwe w przypadku innych aplikacji – mówię tu o skakaniu na skakance, squashu czy choźby tańcu lub aerobiku w wodzie. To typowa aplikacja kobieca, która w jednym miejscu mieści większość typowych dla płci pięknej aktywności.  Mamy tutaj również krokomierz, który jednak w moim przypadku nie do końca się sprawdza, ale to chyba dlatego, że mam długie nogi i robię wielkie kroki (haha). Nawet niedawno w pracy wpadłam na genialny pomysł żeby sprawdzić ile robię kroków, bo często zdarza się tak, że przy biurku nie siedzę prawie w ogóle.

Ogólnie wszystko chodzi płynnie, aplikacja się nie zawiesza, nie gubi sygnału i nie przerywa (przynajmniej do tej pory na moim Samsungu Galaxy S4 nic takiego się nie działo)… Może jest kilka szczegółów, które warto by było dopracować, ale MotionSense jest nowością więc REXONA ma jeszcze sporo czasu na doprowadzeniu aplikacji do perfekcji.


Dlaczego warto? APLIKACJA JEST CAŁKOWICIE BEZPŁATNA i może korzystać z niej każdy, którego telefon jest wyposażony w system operacyjny Android lub iOS.

…lub z poziomu Waszych telefonów w sklepach.


I jak? Przyjmujesz wyzwanie MotionSense i REXONA? Ja chętnie powalczę o nagrody, bo ostatnio brakuje mi motywacji… a nic tak nie motywuje jak możliwość rywalizacji z innymi (przynajmniej w moim przypadku). Może chcecie trochę ze mną porywalizować i zbliżyć się jeszcze bliżej do wymarzonej sylwetki? ;)

O aplikacji możecie więcej dowiedzieć się z facebookowej strony REXONY (https://www.facebook.com/RexonaPolska) lub z kanału YT (https://www.youtube.com/channel/UCfxqWXQuRQwbpyKgkVEIOhA)



Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]21
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-67970639877949913422014-09-04T19:16:00.001+02:002014-09-04T19:21:34.707+02:00Kosmetyki NEUTRAL - dbaj o siebie... NATURALNIE!
Witajcie!
No tak… znów nie było mnie jakiś czas, ale ciągle zmagałam się z trudnościami, które postawił na mojej drodze złośliwy los. Wakacje były dla mnie bardzo trudnym czasem. Ze szczęścia wleciałam na orbitę, z której następnie naglę spadłam roztrzaskując swoje marzenia o szczęściu w drobny mak. Zaniedbałam swoje pasje, bloga… zaniedbałam samą siebie, ale nagle jak z nieba spadła mi kampania nowej linii kosmetyków NEUTRAL, które można znaleźć w drogerii ROSSMANN i od razu poczułam nieodpartą chęć zadbania o siebie, bo kto inny to za mnie zrobi?



Jak wiecie (pisałam o tym wiele razy) mam bardzo wrażliwą skórę, skłonną do alergii i wysuszania. Szczególnie po wylewaniu z siebie siódmych potów na treningu moja skóra była spragniona pielęgnacji! Jestem twarda… silna… nie poddaję się słabostkom i lubię naprawdę ciężkie treningi, które mocno dają w tyłek, ale mimo wszystko jestem kobietą i przynajmniej moja skóra udowadnia jak wrażliwa potrafi być.

Do tej pory wiele razy pisałam o kosmetykach organicznych, z których dobrodziejstw najwięcej korzystam, bo w drogeriach nigdy nie znajdywałam nic odpowiedniego dla siebie, ale wygląda na to, że to się zmieni. Gdy przetestowałam wyżej wymienione kosmetyki Neutral od razu poczułam nieodpartą chęć by się podzielić z Wami swoimi spostrzeżeniami… No to zaczynamy!

Neutral to linia kosmetyków (ale nie tylko), która swoją delikatnością otuli nawet najbardziej wrażliwą skórę. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że oprócz podstawowych rzeczy codziennego użytku jak szampon, balsam, żel pod prysznic, dezodorant, mydło firma w swojej ofercie posiada również środki do prania! O tak! Tego mi właśnie brakowało! Do tej pory stosowałam ogólnie dostępne proszki i żele do prania, ale nie ukrywam, że w wielu przypadkach gdy coś zmieniłam moja skóra pokrywała się paskudnymi krostkami. Znam też osoby, które nie mogły znaleźć dla siebie żadnego środka do prania, który np. nie szkodziłby delikatnej skórze ich małych dzieci. Oczywiście cała linia Neutral nie jest przeznaczona tylko dla osób z problemem wrażliwej skóry, ale także dla tych, którzy nie chcą stosować setki preparatów, które zawierają chemię – slsy, parabeny, sztuczne barwniki. Te wszystkie związki wnikają do naszego organizmu przez skórę, a w końcu w dzisiejszych czasach każda kobieta trochę takich „mazideł” używa na co dzień więc warto je ograniczyć!

Z całej linii przypadły mi do gustu szczególnie 3 rzeczy, a mianowicie…

Antyperspirant w kulce NEUTRAL – to strzał w samą dziesiątkę! Podczas stosowania większości antyperspirantów w kulce czułam, że moja skóra pod pachami jest taka „polepiona” i miałam wrażenie, że na skórze tworzy się warstwa, która w ogóle nie przepuszcza powietrza, a skóra też musi oddychać, a nie… kisić się! Często stosuję również perfumy i niestety trudno było mi znaleźć dezodorant czy antyperspirant, który nie „gryzł” by się z moimi ukochanymi zapachami. Neutral jest całkowicie bezzapachowy i nie zostawia białych śladów, co jest bardzo ważne gdy noszę ciemne rzeczy. Czy jest skuteczny? O tak! Ostatnio testowałam go na bieżni (około godzina biegania) i mimo, że się normalnie pociłam to pot nie miał żadnego zapachu. Co śmieszne… użyłam go o 7 rano przed wyjściem do pracy, a na siłowni byłam dopiero późnym wieczorem! Naprawdę fajny produkt wart polecenia, szczególnie gdy uprawiamy jakiś sport… U mnie sprawdził się idealnie. 

Balsam NEUTRAL – bardzo fajny kosmetyk! Nie wiem jak Wy, ale ja nie zawsze chcę pachnieć balsamem czy żelem pod prysznic, również ze względu na perfumy. Balsam ma fajną konsystencję i choć jest dosyć gęsty to nie trzeba długo czekać na jego wchłonięcie. Skóra po jego użyciu się nie klei, a jest bardzo dobrze nawilżona i elastyczna. Ostatnio trochę (a raczej bardzo) wystawiałam się na słońce i zgadnijcie jakie były tego efekty…  sucha, ziemista, łuszcząca się skóra! Ciekawe jakby sobie wtedy poradził ten balsam? W każdym razie na chwilę obecną chętnie korzystam z jego delikatności i jestem bardzo zadowolona, bo już po kilku użyciach zauważyłam, że moja skóra jest wyjątkowo gładka i miękka w dotyku, no i wreszcie… PRZESTAŁA SIĘ ŁUSZCZYĆ! Lubicie lekkie, naturalne i delikatne dla skóry, bezzapachowe balsamy? Spróbujcie przetestować ten kosmetyk, a pozytywnie się zaskoczycie!



Największe wrażenie zrobił jednak na mnie płyn do prania białych ciuchów (bo na chwilę obecną tylko ten miałam czas przetestować). Akurat robiłam białe pranie więc pomyślałam, że chętnie sprawdzę czy moje mega brudne, białe skarpetki się dopiorą. Miałam zawsze złe doświadczenia z delikatnymi produktami , ponieważ z jednej strony ok– dbały o moją wrażliwą skórę, ale z drugiej… NIE DOPIERAŁY! Nie lubię chodzić w kapciach i najczęściej paraduję właśnie w skarpetkach i to one ze śnieżnobiałych potrafią zamienić się w szare. Ostatnio również po „błotnym bieganiu” też nie mogłam doprać skarpetek przy użyciu zwykłego płynu. Byłam sceptycznie nastawiona, no ale… raz kozie śmierć! Wlałam płyn do pralki i około godzinę później wyjęłam z niej swoje wyprane ciuchy. Ku mojemu zdziwieniu doprały się tak jak przy użyciu zwykłego płynu, a więc skuteczność jest porównywalna do tych środków, które wykorzystywałam wcześniej. A po praniu mogłam bez wyżeczenia użyć swojego ulubionego płynu do płukania tkanin, którego zapach wreszcie był wyczuwalny, a nie jak dotąd zmieszany i przytłoczony zapachem samego płynu do prania. Jeśli macie malutkie dzieci to polecam, bo ten środek na pewno ich nie uczuli!




Wiadomo, że każda skóra jest inna i ma inne potrzeby czy wymagania, ale seria Neutral jest bardzo uniwersalna! Kosmetyki są bezpieczne właśnie dlatego, że nie zawierają szkodliwych substancji i mocnych zapachów, a do tego są przetestowane i zatwierdzone dermatologicznie. Cała linia kosmetyków to: szampon do włosów normalnych, szampon przeciwłupieżowy, żel pod prysznic,mydło, balsam i antyperspirant. Brakuje mi jedynie środków do pielęgnacji twarzy – jakiegoś żelu czy pianki, toniku i kremu. Wierzę jednak, że firma NEUTRAL prędzej czy później poszerzy swoją linię kosmetyków.

Natomiast jeśli chodzi o środki do prania to przede wszystkim są delikatne i bezzapachowe! Nie zawierają szkodliwych fosforanów, barwników i wypełniaczy, są bardzo mocno skoncentrowane i prawdopodobnie mniejsza butelka, na którą przynajmniej umiem znaleźć miejsce w łazience, wystarczy mi porównywalnie na tyle samo prań co te większe, które stosowałam do tej pory. Jeśli lubicie dbać o środowisko to ucieszy Was fakt, że środki te są całkowicie dla niego bezpieczne. Posiadają także certyfikaty niezależnych, skandynawskich organizacji. Na chwilę obecną możemy dostać proszki i płyny  do prania rzeczy białych i kolorowych, a także genialny płyn do płukania po którym ubrania są miękkie, delikatne i miłe w dotyku. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze bałam się prać swoje sportowe ciuchy w zwykłych proszkach czy płynach, bo nie chciałam ich zniszczyć. Odważyłam się wyprać swoje ulubione legginsy i koszulkę do biegania w Neutralu i powiem Wam, że zupełnie nie miałam się czego obawiać.

Lubię żyć zgodnie z naturą… lubię żyć zdrowo… lubię żyć naturalnie! Skoro los nie jest dla mnie łaskawy i delikatny to przynajmniej sama mogę o siebie zadbać i być dla siebie delikatna niczym piórko, bo zasłużyłam na to!

Dla wszystkich zainteresowanych… kosmetyki z linii NEUTRAL można zakupić w drogeriach ROSSMANN. Więcej na ich temat znajdziecie na stronie www.neutral.pl

A Wy? Macie jakieś doświadczenia z takimi delikatnymi produktami? Stosowałyście już coś z linii NEUTRAL?

Całuję i już wkrótce do Was wracam <3



Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]15
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-24737446836914708582014-06-23T15:28:00.002+02:002014-06-23T17:41:02.550+02:00AKTYWNOŚĆ W CIEPŁE DNI - Mój niezbędnik!Witajcie!
Ostatnio pogoda spłatała mi niezłego figla ponieważ gdy tylko zaplanowałam napisać Wam posta o moim niezbędniku aktywnej dziewczyny na upalne dni, temperatura nagle spadła... Z resztą całkiem niedawno w górach spadł nawet śnieg więc już chyba nic mnie nie zdziwi. 

Nie przeszkodzi mi to jednak z podzieleniem się z Wami tym bez czego nie wyobrażam sobie treningów gdy słoneczko coraz mocniej przygrzewa... W końcu mamy już oficjalnie LATO!!!


Oczywiście gdy tylko zrobiło się cieplej od razu wskoczyłam na rower, a ostatnio nawet przeżyłam swój pierwszy raz (od bardzo dawna, ok 8 lat) na rolkach i to na nocnym przejeździe rolkowym po ulicach Krakowa - "KRAKÓW, ROLKI I MY". W wolnych chwilach będę też sporo spacerować i uprawiać nordic walking, bo wreszcie liczę, że uda mi się znaleźć trochę więcej wolnego czasu. Niestety nie mam odwagi jeszcze na powrót do biegania i praktycznie od 13 kwietnia gdy biegłam w PERŁACH MAŁOPOLSKI w Ojcowskim Parku Narodowym nie biegałam ze względu na kontuzję. Niby już nie boli, niby wszystko okej, ale ciągle coś mnie hamuje... Będę jednak musiała przeciwstawić się lękom i spróbować. Gdy nie będę na siłach to trudno! Jest jeszcze tyle innych aktywności. W zamian za to jednak postanowiłam zapisać się na basen i chodzić regularnie np. 2, 3 razy w tygodniu, bo pływanie bardzo mi służyło!


Ale przecież nie o tym miałam pisać... 
TAK WYGLĄDA MÓJ LETNI NIEZBĘDNIK "FIT DZIEWCZYNY" (kolejność przypadkowa):

1. Suplement diety VIGOR UP - Oto jedna z wielu rzeczy bez której nie mogę się obejść podczas wiosennych aktywności. Jakiś czas temu dostałam je do testowania i po zużyciu jednego opakowania na śmierć o nich zapomniałam! Ostatnio dopadło mnie przesilenie wiosenne, brakowało mi energii i niechętnie wstawałam z łóżka więc postanowiłam znów się z nimi "zaprzyjaźnić". Ten suplement diety zawiera guaranę, która naturalnie pobudza organizm do działania, a witaminy sprawiają, że siły witalne powracają. Vigor Up można dostać w dwóch opcjach czyli w zwykłych tabletkach oraz w formie musującej. Dla mnie wybór jest prosty ponieważ osobiście nie jestem zwolenniczką musujących suplementów, które zawierają cukier lub substancje słodzące.



2. Kosmetyki z filtrem np. Avene z wodą termalną - odkąd w aptece dostałam kilka próbek tego kosmetyku nie wyobrażam sobie stosować inny! Na plaży muszę dbać o tatuaże więc zawsze nakładam na nie odpowiednią warstwę tego specyfiku, ale także podczas biegania czy jeżdżenia na rowerze muszę bardzo uważać. Niby mam ciemną karnację, ale moja skóra bardzo często ulega podrażnieniom dlatego wolę być ostrożna gdy przebywam w pełnym słońcu dłużej niż godzinę. Do tego w ciągu ostatnich kilku lat borykałam się z fotouczuleniem i paskudną wysypką, którą spowodował nadmiar słońca. Na tatuaże stosuję filtr SPF50, a normalnie zadowalam się SPF15 lub SPF20 z EVELINE. Dlaczego też stosuję kremy, które zawierają filtry? Ostatnio poszłam na rower w okularach przeciwsłonecznych i wróciłam do domu z opalonymi śladami co wyglądało dosyć dziwacznie, a że przebywam na zewnątrz sporo czasu to muszę uważać ;)


3. Żel / pianka do higieny intymnej GREEN PHARMACY - to także jeden z produktów, który otrzymałam do przetestowania w ramach akcji ambasadorskiej Green Pharmacy. Dlaczego te kosmetyki znalazły się w moim niezbędniku aktywnej dziewczyny? A czy jeździcie codziennie na rowerze? ;) Myślę, że ta odpowiedź wystarczy... Niestety zawsze gdy tylko robiło się ciepło, a ja wsiadałam na rower czułam spory dyskomfort w okolicach intymnych dlatego też od dłuższego już czasu stosuję najróżniejsze płyny do higieny intymnej. Jeszcze niedawno moim numerem jeden była konwaliowa Ziaja, ale teraz jej miejsce w mojej łazience zastąpiła pianka z wyciągiem z drzewa herbacianego z Green Pharmacy. Mając wybór między płynem, a pianką wybieram właśnie ją! Jest niesamowicie wydajna, pięknie pachnie, a do tego odświeża, łagodzi i minimalizuje powstawanie podrażnień i odparzeń. To kosmetyk wart polecenia. Jeśli jednak chodzi o płyn to już nie zachwycił mnie aż tak. Niby to ta sama receptura, ale pianka nie ma sobie równych!

4. Ochronna pomadka do ust FARMONA, którą wygrałam w konkursie na najlepsze przebranie X Krakowskiego Biegu Sylwestrowego. Generalnie przeznaczona jest dla osób aktywnych zimą, ale idealnie sprawdza się także teraz. Wcześniej stosowałam Neutrogenę, ale niestety nie pomagała na moje mocno spierzchnięte usta. Podczas biegania na wietrze zawsze oblizuje usta, a potem mam bardzo nieprzyjemne tego efekty. Pomadka ochronna Farmony zabezpiecza delikatną skórę, nawilża ją i sprawia, że staje się niesamowicie gładka.


5. Napój izotoniczny ACTIV LAB HOT, który od czasu gdy cierpiałam na odwodnienie organizmu towarzyszy mi podczas każdej aktywności fizycznej. Dlaczego stosowanie izotoników jest ważne? Właśnie dlatego by nie doprowadzić do takiego odwodnienia, bo to nic przyjemnego. Wybrałam Activ Lab ze względu na wysoką zawartość potasu i l-karnitynę, ale myślę, że następnym razem sięgnę po coś bardziej naturalnego. Muszę jednak przyznać, że podczas półmaratonu izotonik sprawdził się idealnie!!!


6. Sportowe legginsy NESSI SPORT to moja ostatnia i największa jak do tej pory miłość!!! Gdy tylko je zobaczyłam pomyślałam, że muszę je mieć i ku mojej radości właśnie tak się stało. Od firmy NESSI SPORT ( klik ) otrzymałam do przetestowania dwie pary niesamowicie kolorowych, poprawiających humor legginsów - jedną parę długich i jedną parę z nogawką 3/4. Jestem w nich kompletnie zakochana i już pierwszego dnia musiałam ubrać je na rower! Póki co testowałam legginsy także podczas jazdy na rolkach i biegania, ale już wkrótce będę musiała zastąpić je krótkimi spodenkami. Legginsy te jednak sprawiają, że za każdym razem gdy tylko je włożę mam ochotę wyjść na zewnątrz!



7. Ważne jest by wiosną i latem chronić także nasze oczy przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego dlatego warto rozejrzeć się za dobrymi okularami sportowymi, które nie będą uwierać podczas aktywności fizycznej. Ja właśnie jestem na etapie poszukiwań, ale chyba wybiorę jeden z tańszych modeli jaki wpadł mi w ręce, a mianowicie okulary DECATHLON za 59 zł.



8. Woda termalna VICHY lub AVENE - do tej pory stosowałam VICHY, ale w tym roku planuję już zakup wody firmy AVENE podobnie jak kosmetyki, które stosuję na słońce. Wodę termalną mam zawsze w plecaku lub w torebce gdy jeżdżę na rowerze, bo niesamowicie odświeża moją skórę, ale także nawilża i likwiduje podrażnienia. Dodatkowo woda termalna z Avene ma także wysoki filtr SPF 50+.

9. Nawilżone, odświeżające chusteczki np. Clinic (ja wybieram chłodzące "ICE") - idealne na dłuższe wycieczki rowerowe czy dłuższe wybieganie, ale przydają się także podczas spacerów czy rowerowych dojazdów do pracy czy na uczelnie. Za ich pomocą można się w błyskawicznym tempie odświeżyć i dalej móc podbijać świat bez potu kapiącego z czoła ;)



A czy Wy macie taki swój niezbędnik aktywnej dziewczyny? Co byście do niego włożyły? 
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii! Wierzę, że Wasze pomysły mogą mnie zainspirować jeszcze bardziej. 





... a więc? 
Idziemy na zewnątrz? :)
Ciszmy się latem!!!  <3


Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]22
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-91091348354095913562014-06-03T21:10:00.000+02:002014-06-03T21:10:37.900+02:00REAKTYWACJA PO DŁUŻSZEJ PRZERWIE!Witajcie kochani!
Wybaczcie mi tą długą nieobecność, ale miałam sporo kłopotów z komputerem, a do tego całkowicie wypadłam ze swojego treningowego trybu życia i cała motywacja również do dalszego prowadzenia bloga tak po prostu zniknęła. 


Kontuzje chodzą stadami... 
Gdy po wizycie u lekarza dowiedziałam się, że póki co muszę odstawić bieganie aż do całkowitego wyleczenia byłam kompletnie załamana, a potem wszystko się tylko pokomplikowało. Zamiast biegania postawiłam na rower i dłuższe dystanse jednak po krótkim czasie też musiałam przestać, a wszystko ze względu na kolejną kontuzję, która tym razem dopadła mój bark. Musiałam odpuścić jedyne czynności, które przynosiły ukojenie mojej znerwicowanej (ostatnio aż za bardzo) duszy. Załamałam się na amen więc wróciłam do mniej zdrowych zajęć jak np. imprezowanie i wyjścia ze znajomymi. Jednak na dzień dzisiejszy jestem już tym zmęczona, a kontuzja chyba niedługo pozwoli mi wrócić do treningów więc czego tu chcieć więcej.

Kondycja pewnie spadła do zera, ale bez obaw... SZYBKO NADROBIĘ! 
A czy żałuję, że wpadłam w wir zabawy, imprez i spotkań z ludźmi? ABSOLUTNIE NIE!

Przez ostatni miesiąc w moim życiu zmieniło się wszystko i dzięki temu teraz jestem najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, chociaż do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze właśnie biegania i treningów. Podejrzewam jednak, że dłużej już nie wytrzymam i wrócę do ćwiczeń jeszcze w tym tygodniu.

Co się wydarzyło, że i tak jestem taka szczęśliwa? 
Znalazłam swoją drugą połówkę, a żeby było śmieszniej to On był ciągle obok... Jestem pewna, że ten związek wyjdzie mi na dobre, bo On sam jest osobą, która bardzo dba o siebie i regularnie trenuje na siłowni plus jeździ na rowerze (chociaż jeżdżenie z nim nie jest jeszcze na moje siły). Ostatnio pojechaliśmy pojeździć po lesie i muszę Wam przyznać, że już dawno pedałowanie mnie tak nie zmęczyło. Mój mężczyzna niestety w kwestii górskiej jazdy na rowerze jest niereformowalny i ciągle zostawałam sama, bo on rozpędzał się do niewiarygodnych prędkości w momencie gdy ja katowałam swoje hamulce. Pomijam, że ten sam człowiek np. dziś rano przyniósł mi dwa ciacha z kremem - MNIAM, choć zapewne wszystko poszło prosto w tyłek! Przeraża mnie tylko to, że On nie widzi u mnie żadnych ponadprogramowych kilogramów co jest z jednej strony super, bo mnie akceptuje i kocha taką jaka jestem, ale z drugiej same wiecie jak to działa... Oby mnie to ni rozleniwiło.

Muszę Wam powiedzieć, że póki co jestem jednak w szoku, bo moja waga ani trochę się nie zmieniła od ostatniego ważenia, ale... niestety mięśnie, które wypracowałam treningami do półmaratonu częściowo zniknęły.

No cóż... Ostatni miesiąc poświęciłam dla innych, ale pora znów zaopiekować się sobą i nadal brnąć do celu, który już nie wydaje mi się taki odległy. Teraz mam pałera i mogę wszystko!!!


WRACAM DO WAS SZCZĘŚLIWA JAK NIGDY!!! <3
Będzie ciężko ze względu na sesję na uczelni, pisanie pracy magisterskiej (z resztą na temat pokrewny, bo wpływ aktywności fizycznej na psychikę człowieka), szukanie pracy i moich cudownych przyjaciół i faceta, którym chciałabym poświęcić jak najwięcej czasu. 

Mimo wszystko moje plany się nie zmieniły... 
Chcę ważyć 65 kg, a do tego rozbudować mięśnie, i wiecie co? Uda mi się! 
Buziaki! 
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]31
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-11309291082124598692014-03-28T15:53:00.000+01:002014-03-28T16:23:43.450+01:00MOJA METAMORFOZA PO PÓŁTORA ROKUWitajcie kochani!
Po zakończeniu moich przygotowań do PÓŁMARATONU wreszcie postanowiłam spełniłnić Wasze życzenia i zamieścić post, o które wiele z Was pytało, a mianowicie PODSUMOWANIE PÓŁTORA ROKU MOJEJ METAMORFOZY! 

Póki co nie dodaję wymiarów, ani nie podsumowuje treningów ze względu na to, że mam bardzo niewiele czasu na napisanie tej notki, a także dlatego, że jeśli chodzi o wagę to wiele się nie zmieniło od września 2013 roku. No może z wyjątkiem tego, że dziś moja waga pokazała: 69,1 kg, 27,1% tłuszczu, 50% wody i 36,2% mięśni.

Dodam, że jeszcze miesiąc temu moja waga pokazywała 72 kg i około 29% tłuszczu! Mój organizm potrzebował trochę czasu by przygotować się do nowego sposoby odżywiania i pilnowania rozkładów B/W/T. W zasadzie od września do grudnia ćwiczyłam bardzo niewiele, ale w styczniu mocno wzięłam się za bieganie i wreszcie coś zaczęło się ruszać!

Może wreszcie uda mi się spaść na wadze do 65 kg? Byłoby cudownie, bo od razu biegało by się lepiej :)





Jaką zmianę zauważyłam gołym okiem? 
Brzuch zdecydowanie mniej odstaje, ramiona zrobiły się o wiele bardziej umięśnione niż wcześniej co jest zasługą ćwiczeń z kettlebellsami i hantlami, a mięśnie na plecach znacznie się wzmocniły. Oprócz tego pupa mocno mi się zaokrągliła i podniosła, a nogi wysmukliły się.

Czuję się świetnie w swojej skórze i wierzę, że mogę wszystko! Kto by pomyślał, że tak niewiele trzeba by uzyskać taki efekt... Dlaczego wcześniej nie zaczęłam ćwiczyć? Nigdy tego nie pojmę... 

Niedawno odebrałam także wyniki badań krwi, ale im poświęcę już wkrótce całego posta, ale napiszę Wam w skrócie tyle, że... ZMIENIŁO SIĘ WSZYSTKO! Badania są książkowe, podobnie jak EKG, które również zostało mi wykonane podczas mojej ostatniej wizyty u lekarza.

Fot. Pi Razy Oko


Odzyskałam swoją kobiecość!!!
Być może jeszcze nie jestem FIT, ale z pewnością moje życie takie właśnie jest!
Buziaki!!!
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]69
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-32668036540137720832014-03-24T21:55:00.002+01:002014-03-24T22:17:11.932+01:00MÓJ PIERWSZY PÓŁMARATON czyli od grubasa do biegacza!Witajcie kochani!
Jak już zapewne wiecie w dniu wczorajszym tj. 23.03.2014 biegłam w swoim pierwszym w życiu (i zapewne nie ostatnim) półmaratonie, a konkretnie w XI Krakowskim Półmaratonie Marzanny. Ten post miał się ukazać już wczoraj, ale kompletnie nie miałam kiedy więc chwalę się Wam dziś, że... 


UKOŃCZYŁAM PÓŁMARATON!!!

Nie było łatwo, oj nie było, ale UDAŁO SIĘ!!! Gdy dobiegłam do mety miałam ochotę skakać mimo, że nie czułam już nóg po tych 21,097 km ciągłego biegu. 


W sobotę odebrałam swój pakiet startowy i przygotowałam się psychicznie na ten nieziemski wysiłek podczas mojej wizyty w Parku Wodnym. Byłam zdziwiona, że wystarczyła godzina spędzona w jakuzzi solankowym by zszedł ze mnie cały stres. Stres niestety powrócił w dniu startu...




Na szczęście dzięki moim znajomym, strach ustał tuż przed startem!!! :) 


Zamówiliśmy pogodę na ten dzień! Było ciepło i temperatura w słońcu zaczynała mnie przerażać. Na szczęście trochę później na niebie pokazały się chmury, a w pewnym momencie nawet zaczęło kropić. Najgorsze było to, że pod sam koniec mojego biegu zerwał się wiatr pod który musiałam biec ostatnie 2 km! Mówię Wam... KOSZMAR!

Wystartowaliśmy punkt 11:00 tak jak było zaplanowane. My czyli ja i dwóch kolegów ustawiliśmy się za fioletowym pacemakerem z czasem 2:09:00 mimo, iż byłam pewna, że nie mam szans na dobiegnięcie do mety w takim krótkim (jak dla mnie) czasie. Z kolei wiedziałam też, że chłopaki na pewno pobiegną szybciej.



Pierwsze 5 km było dla mnie koszmarem... muszę przyznać, że przez głowę przewijały mi się myśli o tym, że będę musiała zejść z trasy, i że nie dobiegnę. Starałam się biec równym tempem, nie myśleć za wiele i nie zatrzymywać się w żadnej sytuacji. Gdy już w ciągu pierwszych 30 minut minęła mnie karetka zaczęłam uświadamiać sobie, że to nie przelewki... to półmaraton!!! Sporego kopa dała mi obecność znajomej, która specjalnie po to by zrobić zdjęcia i pokibicować przyszła w okolice trasy - DZIĘKUJĘ PAULINA! Biegaczy wspierały także inne grupy wsparcia, które dopingowały nas w wielu miejscach na trasie. Gdy wybiegłam na bulwary, po około 7 km wiedziałam, że nie mam już odwrotu, i że wiele par oczu skierowana jest właśnie na mnie. Więc co? Nie poddałam się ani przez chwilę. Niesamowitego kopa dawało mi także mijanie wielu zmęczonych już biegaczy na kilku podbiegach. To były efekty tego, że podczas moich 3 miesięcznych przygotowań sporo biegałam po wzniesieniach, bo mieszkam na górce. Krótko mówiąc - przywykłam do treningów z górką w tle ;) Pod Wawelem wiedziałam, że dam radę chociaż biegłam już wolniejszym tempem i cały czas walczyłam z bólem kolana. Na szczęście kontuzja pozwoliła mi dobiec do celu.



 Kryzys pojawił się u mnie zgodnie z tym co przewidywałam czyli na ok. 19 km gdy robiłam drugie okrążenie wokół Błoń. To był już tylko sprawdzian mojej psychiki i woli walki. Bolało mnie dosłownie wszystko, a nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Chciałam biec jak najszybciej, ale próbowałam zachowywać siły na ostatnią prostą przed metą czyli od około 20 km. Muszę przyznać, że pod koniec okropnie pomogli mi ludzie, ich doping i wsparcie, a najbardziej mój kolega, który czekał na mnie przed samą metą (bo sam ukończył bieg pół godziny wcześniej). To dokładnie ten sam kolega, który namówił mnie do startu i od początku był przekonany, że wystarczą mi 3 miesiące by się przygotować do tej imprezy, gdy ja byłam nastawiona sceptycznie. Jego pomoc okazała się nieoceniona, bo zaczął biec przy mnie krzycząc "Biegnij, biegnij, większe kroki, szybciej, dajesz!" (DZIĘKUJE PAWEŁ!) W taki oto sposób wbiegłam na metę z tempem około 5:30 z łzami w oczach!!! 


Moja radość była niesamowita! Miałam ochotę skakać choć tak mocno bolały mnie nogi. Gdy przekroczyłam linię mety zapomniałam nawet o tym, że muszę jeszcze przecież odebrać medal ;) 

Półmaraton ukończyłam w czasie 2:27:06 
Biegłam ze średnim tempem 6:58,
a na mecie pojawiłam się jako 2383 osoba.


W swojej kategorii wiekowej zajęłam 164 miejsce, a w kategorii kobiet byłam 460 - w każdym razie nie byłam ostatnia!!! Jupppiii!

Moje pomiary czasu ze wszystkich check pointów wyglądały tak:
0:31:59 / 1:06:37 / 1:42:34 / 2:01:28

Jeszcze wczoraj myślałam, że półmaraton to mordercze wyzwanie, a dziś już myślę o kolejnym...
Wszyscy pytają mnie kiedy MARATON, a ja odpowiadam... za rok, może dwa ;) Czas pokaże!


Wczoraj nie czułam się zmęczona jednak dziś poruszam się po mieszkaniu dosłownie niczym paralityk! Najgorszym wyzwaniem okazało się oczywiście korzystanie z toalety i próby kucania. Nie poszłam dziś na lekcje włoskiego, bo najzwyczajniej w świecie nie dałabym rady! Bolą mnie uda, boli mnie tyłek, a do tego także barki i mięśnie brzucha.

Mimo wszystko czuję się niesamowicie, bo udowodniłam sobie i wszystkim, że nie ważne ile masz lat, jak wyglądasz... liczy się siła walki i mocna psychika!!! Od razu po zakończeniu biegu nasunął mi się taki wniosek... Naprawdę nie istotne czy ktoś jest gruby czy chudy, młody czy starty... w obliczu takiego wyzwania jakim jest półmaraton każdy jest równy!

Nie wszystkim udało się ukończyć bieg... Niektórzy zeszli z trasy, inni krótko mówiąc "padli" i wylądowali w szpitalu. Wiele osób także tuż po ukończeniu półmaratonu zgłosiło się prosto do punktu medycznego. Mnie na szczęście to ominęło, a wieczorem miałam jeszcze energię na spotkanie z przyjaciółkami, które także wspierały mnie na trasie - DZIĘKUJĘ ALDONA I OLA. Wyobraźcie sobie, że jedna z nich na mecie czekała nawet z pysznymi ciachami ;)




Niewiarygodne jest to, że przez ostatnie 3 miesiące przygotowywałam się do tej imprezy biegowej i naprawdę mi się udało!!! W dalszym ciągu to do mnie nie dociera...

Już za trzy tygodnie startuję w kolejnej imprezie biegowej, a mianowicie w PERŁACH MAŁOPOLSKI czyli biegu po Ojcowskim Parku Narodowym. Ten bieg jest zdecydowanie krótszy, bo na 10 km. W późniejszym terminie, bo już pod koniec kwietnia planuję także start w Biegu po Puszczy Niepołomickiej także na 10 km. Póki co nie przewiduję startów na dłuższych dystansach, ale ze mną nigdy nic nie wiadomo... Sezon dopiero się zaczął ;)


Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, trzymane kciuki i pomoc w treningach!!! 
Myślę, że nie był to mój ostatni półmaraton w życiu ;) 
Buziaki!!!


P.S Nie wiem jak to się stało, ale wcale mocno się nie spociłam podczas tego półmaratonu i zapewne gdyby nie to, że okropnie bolały mnie mięśnie biegłabym szybciej. Mimo wszystko dałam z siebie wszystko!!!
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]28
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-89285685869950372862014-03-22T14:37:00.001+01:002014-03-22T14:37:41.289+01:00Na dzień przed PÓŁMARATONEM MARZANNY...Witam Was na dzień przed moim pierwszym półmaratonem... 

Jak się dziś czuję? Muszę przyznać, że fatalnie! Oczywiście nie chodzi mi o stan fizyczny, bo tutaj nic się nie zmieniło i dalej nie czuję się przygotowana na 100% ze względu na tą kontuzję, która dopadła mnie 2 tygodnie temu. Mam wrażenie, że psychika zaczyna płatać mi figle... Miałam dziś bardzo dziwne sny przez co zupełnie się nie wyspałam. 



Wiem, że dla niektórych to tylko PÓŁMARATON, tylko 21,092 km, ale dla mnie to coś więcej. Dla mnie to możliwość przezwyciężenia swoich największych lęków i słabości, pokazanie, że nie tylko super wysportowane i szczupłe osoby mogą biegać nawet w tak długich dystansach.

Mimo wszystko zaczyna mnie to wszystko przerażać pomimo, że nie próbuję nawet myśleć o dniu jutrzejszym. Z tego właśnie względu dzisiejsze popołudnie planuję spędzić w Parku Wodnym i się całkowicie zrelaksować. Już nie pamiętam kiedy ostatnio przesiadywałam w jakuzzi i w saunie i mogłam aż tak poleniuchować :)

Niestety nie miałam okazji jeszcze sprawdzić trasy, ale znajomy, który biegł w zeszłym roku poinformował mnie, że w dwóch miejscach są niewielkie podbiegi. Myślę jednak, że nie będzie to dla mnie duża przeszkoda, bo w zasadzie na co dzień biegam pod górkę. Zastanawiałam się czy nie pojechać sobie rowerem po odbiór pakietu startowego i sprawdzić przy okazji trasę, ale nie wiem czy to ma sens na dzień przed biegiem. Nie chcę się w końcu forsować i powinnam pozwolić mięśniom odpocząć by jutro miały siłę doprowadzić mnie do mety, ale w taką pogodę to aż szkoda nie skorzystać z roweru.

Jaki mam plan na jutro? Wyspać się, wstać z samego rana z pozytywnym nastawieniem, zgarnąć przyjaciółkę, która będzie towarzyszyć mi na starcie, a następnie WYSTARTOWAĆ i DOBIEC DO METY!




Myślałam także, że spróbuję "przykleić" się do fioletowego pacemakera żeby ukończyć półmaraton w czasie 2:09:00, ale to się jeszcze okaże. Dla mnie najważniejsze jest by zmieścić się w czasie 3:15:00 i mogę zająć nawet ostatnie miejsce! Zupełnie też nie wiem co ubrać, bo pogodę w marcu trudno przewidzieć, ale raczej pobiegnę w krótkich spodenkach żeby się nie przegrzać (ma być 16 stopni!) Nie lubię jeszcze pokazywać nóg, ale co poradzić...


Niedawno, z myślą o Półmaratonie Marzanny kupiłam także pas z bidonami Nike, w których znajdzie się mój napój izotoniczny ActivLab.

Oprócz tego w saszetce znajdzie się moja tajna broń także kilka kostek cukru trzcinowego, który będzie miał na celu dodać mi energii gdy zacznę ją tracić chociaż w ciągu ostatnich kilku biegów nie robiło mi się słabo więc myślę, że ten etap mam już za sobą.



Po biegu będę regenerować się moim standardowym shakiem proteinowym zawierającym izolat białka serwatkowego 97%. Dziś nie mogę także odpuścić sobie jedzenia... Będzie duży obiad i duża kolacja, a jutro lekkie, ale spore śniadanie na kilka godzin przed startem. Podczas biegu będzie mi także towarzyszyła moja malutka mp3, bo choć próbowałam to nadal trudno mi się biega bez muzyki. Oczywiście muzyka będzie bardzo cicha ze względów bezpieczeństwa.

Nie pozostaje mi nic innego jak proszenie Was (ponownie) o trzymanie mocno kciuków żebym tylko dobiegła! Muszę przyznać, że rzuciłam się trochę z motyką na słońce, ale uwierzyłam, że sobie poradzę! Podobno nie ma rzeczy niemożliwych... 



Kto by pomyślał, że dziewczyna, która jeszcze stosunkowo niedawno miała nadwagę, nosiła rozmiar 42/44 i jedynym jej ruchem była zmiana biegów w samochodzie pobiegnie w PÓŁMARATONIE?! Na pewno nie ja! Warto mierzyć wysoko... 

Buziaki!


Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]10
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-79030684152687009802014-03-11T13:03:00.000+01:002014-03-11T13:03:07.321+01:00MOTYWACJA - Nie jestem superbohaterką...Witajcie kochane!!!
Znów ( jak zapewne zdążyłyście zauważyć ) pojawiam się i znikam co niestety na chwilę obecną jest nieuniknione. Właśnie udało mi się sukcesywnie pokonać przedostatni już semestr studiów, a to wszystko w pierwszych terminach! Do tego w dalszym ciągu bardzo intensywnie próbuję się przygotować do Półmaratonu Marzanny, do którego zostało już mniej niż 2 tygodnie. Niestety od kilku dni zaczęła dokuczać mi kontuzja, której przy tak intensywnych treningach nie mogę zbagatelizować więc próbuję wyleczyć ją na wszystkie możliwe sposoby... w końcu nie chcę odpuścić sobie startu w moim pierwszym półmaratonie. 


Jednak dziś nie tym chciałam się z Wami podzielić... 
Od jakiegoś czasu zauważyłam, że blog jest odwiedzany przez coraz to większą rzeszę osób za co jestem mega wdzięczna!!! Momentalnie gdy widzę aktualne statystyki dostaję kopa do dalszego działania, bo w dalszym ciągu mam sporo do wywalczenia. W związku z tym, że liczba czytelników rośnie dostaję też coraz więcej zapytań i próśb o pomoc w schudnięciu. Pamiętajcie, że nie jestem cudotwórczynią, ani "alfą i omegą", ale bardzo chętnie pomogę każdej z Was!!! Dlatego też prowadzę bloga i staram się dzielić swoją skromną ( jeszcze ) wiedzą na ten temat...


Najczęściej pytacie mnie o to jak to jest możliwe, że ja nigdy nie miewam chwil zwątpienia, że ciągle walczę, że prę do przodu... 

Uwierzycie, że chwile zwątpienia i absolutnej demotywacji dopadają mnie średnio kilka razy w tygodniu???
Wybaczcie, że Wam to mówię... Mam nadzieję, że nie przeżyłyście szoku co najmniej jakbyście dowiedziały się, że Święty Mikołaj nie istnieje ;)

Jesteście już jednak na tyle dorosłe, że muszę Wam to wyznać... 
( jeśli macie słabe nerwy to... lepiej nie czytajcie dalej, bo możecie przeżyć szok xD )



Jestem taka sama jak Wy! Żadna ze mnie superbohaterka... 
Jestem zwykła kobietą, która mogłaby spędzić całe swoje życie narzekając jak mi źle, ale... NIE ROBIĘ TEGO!!! To mój klucz do sukcesu, to moja metoda na te chwile zwątpienia. Gdy one tylko się pojawiają, ja odwracam się na pięcie i pokazuje im środkowy palec ( "A kysz mi stąd myśli przebrzydłe!" )

Kilka dni temu wróciłam do domu po bardzo kiepskim biegu. Byłam zmęczona i sfrustrowana, bo nie udało mi się przebiec takiego dystansu w takim tempie jak chciałam. Faktycznie... miałam powód do zdenerwowania! Dziś chce mi się z tego śmiać, bo najwidoczniej miałam po prostu gorszy dzień... Podczas kolejnego treningu udało mi się poprawić zarówno dystans jak i czas, bo wierzyłam, że mogę.

W niedzielę będąc u rodziców zjadłam sporo słodyczy... może nawet więcej niż sporo i wiecie co? Początkowo czułam się fatalnie! Czułam się ciężka, gruba i miałam wrażenie, że fałdy tłuszczu wylewają się z nad moich spodni. Prawda jest taka, że widziałam to co chciałam widzieć. Miałam tak krzywy obraz siebie, że nie widziałam tego, że moje ciało nadal wygląda tak samo jak przed zjedzeniem kolejnego kawałka ciasta. Przecież nie będę sobie odmawiać wszystkiego, bo życie nie polega na samych zakazach, nakazach i wyrzeczeniach! Ja chcę żyć pełną parą i korzystać z niego w pełni! Nie da się schudnąć w ciągu jednego dnia więc i przytyć może być ciężko.


Kiedyś ważyłam się codziennie i co tu dużo mówić... SZLAG MNIE TRAFIAŁ! Teraz praktycznie w ogóle nie staje na wagę, bo to nie ma najmniejszego sensu. Jestem o wiele szczęśliwsza bez tego czego nie wiem. Widzę efekty w lustrze, po ubraniach, a waga? No cóż... pewnie mi zazdrości samozaparcia i oszukuje ;)

Za każdym razem gdy dopada mnie chwila zwątpienia, gdy zaczynam użalać się nad sobą i wydaje mi się, że to wszystko nie ma sensu, przypominam sobie od czego zaczynałam, gdzie byłam jeszcze półtora roku temu i jak od tego czasu zmieniło się moje życie i priorytety. To dotyczy każdej płaszczyzny życia, a nie tylko tematu odchudzania, diet i treningów. Wiele rzeczy mi się w życiu nie udaje, ale nauczona doświadczeniem, gdy życie kopie mnie w dupę to ja podnoszę się i kopię je ze zdwojoną siłą. Ciągle wierzę (a może łudzę się) że jeszcze kiedyś nadejdą lepsze chwile i wszystko to co teraz doprowadza mnie do łez zniknie.

Dziewczyny!!! Proszę Was z całej siły... cieszcie się tym co macie i nie narzekajcie! Zacznijcie czerpać przyjemność z treningów i nawet gdy się Wam nie udaje pokonać swoich słabości to idźcie przez życie z podniesioną głową, bo to Wy robicie coś niesamowitego... Wy walczycie podczas gdy inni leżą na kanapie i obżerają się chipsami oglądając kolejny durny odcinek jakiegoś serialu.

Ja pokonuje swoje słabości, bo czasem trzeba podejmować ryzyko i ono odpłaca nam się w formie efektów... jakichkolwiek!!! Dla mnie największym wyzwaniem do tej pory będzie udział w półmaratonie i chociaż wiem, że nie jestem przygotowana tak jak powinnam to i tak dam radę, bo postawiłam na przygotowanie psychiczne. To mój cel... sprawdzenie moich możliwości i pokonanie słabości! Jeszcze rok temu z trudem przebiegałam 3 km, a dziś bez większej trudności robię 18 km ciągłego biegu. Będę walczyć i się nie poddam, i choćbym miała dobiec na metę ostatnia to pobiegnę, bo wiecie co? Biegnę w imieniu każdej kobiety, która nie ma siły walczyć, która się poddaje, bo nie udaje jej się osiągnąć tego czego pragnie. Kochane... NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH i ja ciągle próbuję Wam to udowodnić... Jeśli czegoś bardzo chcemy to uda się... prędzej czy później. Nie pozwólcie by negatywne myśli przysłoniły Wam to co osiągnęłyście do tej pory... ZACZĘŁYŚCIE!


 Często spotykam się z bardzo nieprzychylnymi reakcjami ludzi gdy mówię, że biegam czy, że biegnę w półmaratonie... niektórzy bardzo powierzchowni ludzie mierzą mnie wzrokiem od stóp do głowy i z głupim wyrazem twarzy i szyderczym uśmieszkiem odpowiadają "oł rly?". To boli jak cholera, ale ja i tak wiem, że jestem krok przed nimi, bo ja o coś walczę i prędzej czy później osiągnę cel i pokonam swoje słabości, a oni będą zawsze wylewać swoją frustrację na innych.

Usłyszałaś kiedyś, że jesteś gruba? Odpowiedz jak ja kiedyś mojemu "znajomemu":
"Może i jestem gruba, ale ja kiedyś schudnę, a Ty już na zawsze pozostaniesz kompletnym imbecylem!"
AMEN!

... i nie ważcie się poddawać ani na chwilę! 
Każdy z nas jest tylko człowiekiem więc udowodnijmy innym, że możemy stać się nadludźmi i zacznijmy zdobywać nasze niedostępne dotąd szczyty! 

TRZYMAM ZA WAS KCIUKI I ANI NA CHWILĘ NIE PRZESTAJĘ WALCZYĆ!!! 
Siedzimy w tym wszystkie razem! 
Buziaki! <3


P.S Tuż po Półmaratonie Marzanny gdy uda mi się pokonać czas 3h 15min mam w planach kolejny tatuaż, który przypomni mi w każdej sytuacji to co jest w życiu najważniejsze... PODEJMOWANIE RYZYKA!!!
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]20
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-76726247208805837012014-02-26T13:09:00.001+01:002014-02-26T13:19:40.794+01:00TCHIBO - Oferta sportowa
Witajcie!
Tym razem przygotowałam dla Was kolejnego posta z serii OFERT SPORTOWYCH. Był już Lidl, była Biedronka, a teraz przyszła kolej na markę Tchibo. Ostatnio kilka z Was polecało mi ciuchy sportowe z tego sklepu więc postanowiłam, że lepiej się im przyjrzę i muszę przyznać, że jestem bardzo zaciekawiona... 

Tchibo przygotowało dla nas zarówno odzież damską jak i męską, przeznaczoną do wykonywania różnych sportów między innymi mojego ukochanego biegania. Generalnie ceny są troszkę wyższe niż te, które oferuje choćby Lidl, ale z tego co słyszałam to i jakość jest nieporównywalnie lepsza. 



Mnie szczególnie do gustu przypadły te rzeczy:

BLUZA BIEGOWA Z KAPTUREM

Miękki, lekki materiał i wyjątkowo płaskie szwy
Wstawki z dzianiny dziurkowanej zapewniają optymalne środowisko dla ciała
Fason: normalny
dwa kolory do wyboru



SPORTOWE PODKOLANÓWKI

Wyjątkowo miękka warstwa w miejscach narażonych na największe obciążenie i ucisk.



SPODNIE SPORTOWE 3/4 

Oddychające i odprowadzające wilgoć z powierzchni ciała dzięki powłoce DryActive Plus.
Szerokie, elastyczne wykończenie w pasie z wewnętrznymi troczkami.
Dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych.



SKARPETY SPORTOWE

Z zawartością włókna TACTEL®: przyjazne dla skóry, wytrzymałe i oddychające.
Dostępne w kilku kolorach.



OPASKI ODBLASKOWE

2 elastyczne opaski o regulowanej długości, każda z 4 diodami LED – na ręce lub nogi



CIEPŁOCHŁONNA KURTKA DO BIEGANIA

Odporna na wodę i zabrudzenie dzięki przyjaznej dla środowiska impregnacji ecorepel®
Miękko drapana strona wewnętrzna zapewnia optymalną izolację cieplną
Fason: normalny.
Dwie wersje kolorystyczne.



CIEPŁOCHŁONNE SPODNIE DO BIEGANIA

Miękko drapana strona wewnętrzna zapewnia optymalną izolację cieplną.
Dół nogawek z zamkiem błyskawicznym i elementami odblaskowymi.
Fason: blisko ciała.



WIATRÓWKA DO BIEGANIA

Odporna na zabrudzenie dzięki przyjaznej dla środowiska impregnacji ecorepel®
Ergonomiczny krój zapewnia idealne dopasowanie
Dwie wersje kolorystyczne
Fason: wąski



BUTY DO BIEGANIA


Wyjątkowo lekkie – z poduszką żelową w partii pięty i podeszwą środkową z phylonu.
Wytrzymały, oddychający materiał wierzchni z dzianiny dziurkowanej zapewnia przyjemne środowisko dla stopy.
Wyjmowana podeszwa wewnętrzna.



CHUSTKA WIELOFUNKCYJNA

7 wariantów noszenia: bandanka, czapka, szal, chustka na głowę, kominiarka, chustka na szyję i przepaska na włosy.
Powłoka Polygiene® zapewnia dłuższe uczucie świeżości.
dostępna w 3 kolorach.



Pełną kolekcję możecie zobaczyć << TUTAJ >>

Osobiście bardzo żałuję, że ta oferta pojawiła się dopiero teraz, bo przed zimą bardzo chciałam kupić sobie ciepłochłonne spodnie do biegania, a także kurtkę. Teraz już zaczęłam rozglądać się za odzieżą wiosenną i letnią, a kurtkę kupiłam w sklepie DECATHLON.

Minusem jest też to, że oferta jest dostępna tylko ONLINE w sklepie internetowym TCHIBO, a ja lubię sobie wszystko dotknąć i "pomacać" więc nie sądzę, że zdecyduję się na zakup jednej z tych rzeczy, ale z tego co widzę dziś DOSTAWA GRATIS!

Jeśli interesują Was tanie ciuchy sportowe lub choćby buty to warto rozejrzeć się także w sklepach typu DECATHLON gdzie na chwilę obecną jest sporo przecen. Nawet kilka dni temu widziałam w Krakowie billboardy z reklamą butów do biegania Kalenji za 59,99 zł. 



Piszę o tym ze względu na to, że chyba najczęściej pytacie mnie o to jak zacząć bieganie, jakie buty kupić na początek żeby nie wydać majątku itd. Doskonale rozumiem to, że nie każdego stać na "super wypasione" ciuchy Nike czy Adidas, a także drogie buty jak np. Asics (na które w tej chwili się czaję) dlatego myślę, że zawsze jest jakieś tańsze rozwiązanie.


Kupowałyście już jakieś produkty sportowe TCHIBO? 
A może teraz macie w planach dokonać jakichś zakupów? 
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii! 

Buziaki!


Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]28
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-28752491749906931582014-02-23T15:47:00.001+01:002014-02-23T16:38:00.711+01:00RECENZJA - Słuchawki sportowe SilverCrest z Lidla
Witajcie!
Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie biegania bez muzyki choć przyznam, że ostatnio przebiegłam ponad 14 km w zupełnej ciszy ze względu na to, że mój odtwarzacz mp3 się zbuntował i wyłączył. Dziś właśnie z tej okazji postanowiłam napisać Wam jak sprawują się moje nowe słuchawki, które dopadłam w ostatniej ofercie sportowej Lidla i od razu porwałam do koszyka. Teraz zaczynam żałować, że nie kupiłam sobie drugiej pary ( tak na wszelki wypadek ).

Do tej pory biegałam zawsze z normalnymi słuchawkami dousznymi i w sumie wszystko było dobrze do momentu gdy nie zaczęłam pokonywać większych dystansów. Myślicie sobie "ale co ma piernik do wiatraka"? Oj ma! I to więcej niż myślicie :)

Gdy podczas biegu zaczynam przekraczać "magiczną" barierę 5/6 km to nie wiem jakim cudem, ale moje uszy zaczynają się chyba również pocić wprost proporcjonalnie do pozostałych części ciała ;) W taki oto sposób gdy zaczynałam biegi na dłuższe dystanse słuchawki nagle dostawały poślizgu i z ucha oczywiście wypadały, a ja zamiast skupiać się na treningu ciągle je poprawiałam i wpychałam coraz głębiej co i tak w tym wypadku okazywało się syzyfową pracą. Słuchawek używam w zasadzie tylko podczas biegania (czasem też spacerów) więc nie miałam ochoty inwestować w nie jakieś większe pieniądze, bo raczej wolę być oszczędna i nie wyrzucać kasy w błoto lub przeznaczać ją na coś bardziej użytecznego.

Z tych oto powodów w mojej głowie narodziła się myśl by wypróbować słuchawki SilverCrest, które były dostępne w sieciach Lidl za 14,99 zł, bo przecież od nich nie zbankrutuję. 


Jakoś nigdy wcześniej nie myślałam, że tego typu słuchawki mogą być tak wygodne i zapewniać taki komfort podczas biegania, a jednak okazuje się, że to możliwe. Teraz zamiast skupiać się na poprawianiu słuchawek wreszcie mogę cieszyć się w pełni moją ulubioną muzyką i biegiem!

Przyznam szczerze, że byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego sprzętu, ale skusiła mnie cena... Do niedawna wydawało mi się, że słuchawki tego typu będą ograniczać ruchy głowy, i że całkowicie zagłuszą dźwięki dobiegające z otoczenia. Te słuchawki nawet gdy odtwarzacz włączony jest na full volume pozwalają mi odbierać także wszystko to co się dzieje wokół mnie, a to bardzo ważne przy aktywnościach outdoorowych. Dla przykładu powiem Wam, że dziś podczas VI Biegu ku Rogatemu Ranczu w Zabierzowie k. Krakowa słuchałam muzyki prawie na max, a i tak słyszałam gdy ktoś biegnący za mną prosił np. o zrobienie miejsca ze względu na to, że ścieżka była miejscami bardzo wąska. Do tego dźwięk dobiegający z nich jest bardzo czysty w porównaniu z moimi zwykłymi, dousznymi słuchawkami co było sporym zaskoczeniem.

Słuchawki były dostępne w trzech wersjach kolorystycznych ( białe, czarne i szare ), ale w moje ręce od razu wpadły białe ( pasują idealnie do białego telefonu i różowego odtwarzacza mp3 ). W zestawie były także dodatkowe dwie pary końcówek dzięki czemu jeszcze lepiej można dopasować słuchawki do kształtu swojego ucha, a ja właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, że moje "zapasowe" końcówki chyba zostały wyrzucone razem z opakowaniem. 

 Teoretycznie słuchawki powinnam zakładać na kark, ale jakoś wtedy mnie denerwują, bo są zbyt długie i odstają. Wymyśliłam więc, że będę zakładać je trochę wyżej tak, że zawsze mogą oprzeć się na końskim ogonie, w który zawsze się czeszę na bieganie. Tak jest wygodniej! Słuchawki wtedy nie ograniczają ruchów głowy i nic nie odstaje, jest wręcz idealnie!

Pieniądze, które przeznaczyłam na słuchawki to zdecydowanie jedno z najlepiej wydanych 14,99 zł w moim życiu. Niestety mam wrażenie, że słuchawki te długo nie "pożyją", bo ostatnio gdy biegałam w deszczu nagle coś zaczęło trzeszczeć, a dźwięk zaczął "zrywać". Nie mniej jednak liczę, że zostaną ze mną jak najdłużej, bo bardzo się polubiliśmy. No i zawsze jeszcze jest 2 letnia gwarancja! ;)



Jeśli w przyszłości sportowe słuchawki SilverCrest pojawią się ponownie w Lidlu to z czystym sumieniem polecam Wam ich zakup, bo są naprawdę warte swojej ceny, a nawet zaryzykowałabym mówiąc, że zasługują na wyższą cenę ( nie żebym sugerowała podniesienie ich ceny ^-^ ). No i  co najważniejsze, wreszcie nie mam żadnej wymówki na zbyt wolne tempo lub częste postoje!!! 


Buziaki!

Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]17
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-80898124919904076652014-02-21T13:01:00.002+01:002014-02-21T13:02:42.265+01:00Moje przygotowania do PÓŁMARATONU MARZANNY!Witajcie!
Do Półmaratonu Marzanny pozostały już tylko 4 tygodnie, a ja w dalszym ciągu nie wiem czy czuję się na siłach przebiec tak wielki dystans, tym bardziej, że ostatnio zmagam się z konsekwencjami odwodnienia i ubytkiem elektrolitów. W końcu jeszcze zupełnie niedawno cieszyłam się, że przebiegłam swoje pierwsze 10 km. Postanowiłam się jednak nie poddawać i spróbować, bo nie mam nic do stracenia! 


Wraz z pomocą znajomego maratończyka rozpisałam sobie plan treningowy na najbliższe 4 tygodnie, bo wiem, że regularne treningi tylko przybliżają mnie do osiągnięcia celu czyli pokonania "magicznej" bariery 21,097 km.

TYDZIEŃ 1 - 29 km
WTOREK 24.02
Bieg 8 km

CZWARTEK 26.02 
Bieg 15 km

SOBOTA 28.02 
Bieg 6 km + przebieżki


TYDZIEŃ 2 - 41 km
PONIEDZIAŁEK 03.03
Bieg 10 km

ŚRODA 05.03
Bieg 17 km

PIĄTEK 07.03
Bieg 6 km + przebieżki

NIEDZIELA 09.03
Bieg 8 km + przebieżki


TYDZIEŃ 3 - 38 km
WTOREK 11.03
Bieg 12 km

CZWARTEK 13.03
Bieg 18 km

SOBOTA 15.03
Bieg 8 km + przebieżki


TYDZIEŃ 4 - 56 km
PONIEDZIAŁEK 17.03
Bieg 10 km + przebieżki

ŚRODA 19.03
Bieg 19 km

PIĄTEK 21.03
Bieg 6 km + przebieżki

NIEDZIELA 23.03 - PÓŁMARATON MARZANNY 21,097 km 



Wierzę, że pod koniec tego morderczego ( dla mnie ) miesiąca będę przygotowana przynajmniej na tyle by zmieścić się w czasie 3 h i 15 min. Oczywiście ważną rolę w tym czy mi się uda odgrywa też moja dieta oraz suplementacja, bo bez tego nie dałabym rady przebiec nawet kilometra!

W ten weekend, a dokładnie w niedzielę 23.02 biorę udział w VI Biegu ku Rogatemu Ranczu na 8,15 km (bieg przełajowy). Po startach w dwóch "piątkach" będzie to dla mnie ciekawa odmiana i dobry trening przed półmaratonem. Na pokonanie tego dystansu mam 1 h i 30 min.

Ze względu na leśną trasę tego biegu bardzo się cieszę, że pogoda jest taka jaka jest. Nie wyobrażam sobie leśnej ścieżki pokrytej grubą warstwą śniegu. Mam tylko nadzieję, że nie zacznie padać, bo już raz naraziłam swoje New Balance na takie warunki ;)



Trzymajcie kciuki zarówno za niedzielny bieg jak i za moje przygotowania do Półmaratonu Marzanny! Przydadzą się ;)  


Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]8
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-69766686460847642462014-02-20T20:18:00.001+01:002014-02-20T20:59:06.445+01:00FITSPIRACJE - Cała prawda o zdjęciach "PRZED" i "PO"!Witajcie!
Nie byłabym sobą gdybym nie poruszyła tego tematu ponieważ powoli moja cierpliwość już się kończy. Ten post "wisi" na mojej liście "DO NAPISANIA" już od wakacji, ale tak mi jakoś zeszło, bo zabrakło weny. Tym razem jednak postanowiłam i ja przemówić, bo FITSPIRACJE mimo, że mogą być motywujące to także stają się powodem ogromnej frustracji. Tym razem dostałam "kopa" do napisania tego za sprawą jednej z Was - moich czytelniczek, od której otrzymałam ostatnio szczerego i bardzo przejmującego maila, który dał mi bardzo dużo do myślenia!

Otóż napisała do mnie młodziutka dziewczyna - siedemnastolatka, która od dłuższego czasu walczy z nadmiarem kilogramów, bo jest za swój wygląd nękana w szkole. Pomijam motywację, która po wgłębieniu się w temat dosłownie przyprawiła mnie o gęsią skórkę ( smutne jak ludzie potrafią być okrutni ), ale największym problemem dla niej jest to, że wszyscy dookoła chudną, wyglądają pięknie, a ona nie może mimo, że ćwiczy, odżywia się zdrowo i bardzo, ale to bardzo o siebie dba. Wysłała mi nawet linki do kilku metamorfoz, które ją zmotywowały do działania, a na chwilę obecną są jej największą frustracją i zaczynają wpędzać ją w depresję.

Jak to jest, że w internecie możemy znaleźć tyle spektakularnych metamorfoz już po kilku tygodniach treningów i diety? Jak to możliwe, że tyle osób mimo prowadzenia mega zdrowego trybu życia nie uzyskuje żadnych efektów? 

Ja sama często słyszę, że jak na tak długi okres czasu to moja metamorfoza nie jest żadną rewelacją, bo są dziewczyny, które osiągnęły lepsze efekty w krótszym czasie...
Ależ oczywiście!!! Ja w to nie wątpię... 
Niektórzy są w stanie schudnąć kilka kilogramów nawet w kilkanaście minut! ;)


Jakiś czas temu pewna trenerka personalna z Australii - MelVFitness postanowiła zrobić mały eksperyment i udowodnić ludziom, że większość metamorfoz znalezionych w internecie to nic innego jak prosta manipulacja! Praktycznie każda firma z branży fitness korzysta z takich "małych oszustw" by przyciągnąć klienta i przekonać go, że dzięki nim przejdą niesamowitą metamorfozę co często okazuje się oczywiście jedną, wielką ściemą...


Z resztą same zobaczcie...

Całkiem imponująca metamorfoza prawda? 
Szczególnie, że zajęła autorce zdjęć mniej niż 15 minut i to bez użycia programów graficznych!

Zdjęcie "przed":

  • Mel założyła ciasny dół od kostiumu kąpielowego przez co powstał efekt "muffin top",
  • Stanęła bliżej lustra,
  • Zgarbiła się i wydęła brzuch,
  • Związała niechlujnie włosy i zrobiła smutną minę by wyglądać na nieszczęśliwą kobietę z nadwagą

Zdjęcie "po":

  • wystarczyło ubrać lepiej dopasowany, czarny dół od kostiumu, który nie wbija się w skórę i nie uwydatnia "boczków",
  • nasmarować się lekko brązującym balsamem do ciała by wysmuklić sylwetkę,
  • stanąć dalej od lustra
  • zastosowała filtr w Instagramie
  • wyprostować się, wciągnąć brzuch, wypiąć pierś i... zrobić lepszą pozę! 
  • rozpuścić włosy, założyć treskę, zrobić pewną siebie minę...


Voila! 
5 kg mniej w kilkanaście minut!
Niektórzy stosują także programy graficzne ( często nieumiejętnie - aż twórczynie zaginają czasoprzestrzeń ^-^ prawie jak Kim na poniższym zdjęciu ), a także grę światła, ale to już trochę wyższa szkoła jazdy i nie dla każdego. 



Dziewczyny... błagam Was!!! Nie wierzcie wszystkiemu co widzicie w internecie! Nigdy nie zrozumiem dlaczego niektóre dziewczyny robią zdjęcia porównawcze w taki sposób, ale to już ich sprawa. My nie musimy się tym przejmować, bo MY JESTEŚMY ZWYCIĘŻCZYNIAMI!!! Cieszmy się z każdego utraconego kilograma i z tego, że nawet po miesiącu jesteśmy w stanie dokonać czegoś o czym jeszcze miesiąc wcześniej mogłyśmy pomarzyć. 

Ja sama przyznaję się bez bicia, że gdy robiłam zdjęcia porównawcze z mojej metamorfozy to wybierałam to najlepsze, ale co w tym dziwnego? Mimo wszystko nie chciałam być oskarżana, że moja metamorfoza jest zmanipulowana ( choć i tak często pojawiały się takie spekulacje ) dlatego ubierałam to samo i zdjęcia robiłam z tej samej wysokości statywu, w tej samej pozie i przy porównywalnym świetle. Fakt faktem... na zdjęciach porównawczych wyglądam lepiej niż w rzeczywistości, bo potrafię się ustawić ( pozuję przecież do zdjęć od 15 roku życia!!! ). Początkowo miałam świadomość tego, że wcale nie wyglądam dużo lepiej niż wcześniej, ale teraz widzę efekty po ubraniach, po reakcjach znajomych, a także po moich wynikach badań krwi, które niedawno przeprowadziłam, ale o tym napiszę Wam już wkrótce... 

Trochę więcej wiary w siebie i swoje efekty <3
Buziaki! 


P.S Dopiero po opublikowaniu tego posta zauważyłam, że tą samą tematykę niedawno poruszały już także inne blogerki... Jednego z tych postów możecie przeczytać << TUTAJ >>  Wybaczcie za powielanie tematów, ale ostatnio z trudem znajduję czas by coś napisać, a o śledzeniu innych fit-blogów mogę sobie tylko pomarzyć. Temat jest dla mnie jednak bardzo ważny i cieszę się, że tak dużo osób go porusza!!! NIECH WSZYSCY SIĘ DOWIEDZĄ!!! 

Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]24
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-67758350254771631992014-02-18T17:22:00.000+01:002014-02-18T17:23:39.273+01:00NEW IN - Efekt mojego "polowania" w LIDLU... Witajcie!
Obiecałam, że się pochwalę tym co udało mi się upolować więc to robię. Powiem Wam, że byłam bardzo zdeterminowana na te zakupy i wybrałam się do Lidla już z samego rana, bo o godzinie 8:30 byłam na miejscu (30 minut po otwarciu). Nie chciałam doprowadzić do sytuacji, że ktoś "sprzątnie" mi coś z przed samego nosa. 



Jestem bardzo zadowolona, bo udało mi się kupić wszystko to czego chciałam! 

Pierwsze w moje "lepkie łapki" wpadły topy i koszulki, bo to ich potrzebowałam najbardziej. Kupiłam wedle planu obydwa topy: różowy i szary, a także różową koszulkę z krótkim rękawkiem. Wzięłam także fioletową koszulkę w rozmiarze L dla mojej mamy, do nordic walking będzie jak znalazł!


Później wygrzebałam z kosza czarne spodnie 3/4 z różowym motywem, a po kolejne - szare wróciłam się przy okazji wymieniania rozmiaru pozostałych rzeczy około godziny 11 i muszę przyznać, że już sporo rzeczy "poszło w świat".

Nie byłabym sobą gdybym też nie kupiła mojej mamie spodni. Tym razem wybrałyśmy szare, długie spodnie również w rozmiarze L.


Najważniejszym dla mnie zakupem jest jednak koszulka funkcyjna, bo jak już pisałam w poprzednim poście, mam taką sama ( również z Lidla ), ale z długim rękawem. Mój najnowszy nabytek miałam okazję już wczoraj przetestować podczas biegania i jestem absolutnie zachwycona! Idealnie odprowadza pot z newralgicznych miejsc dzięki czemu skóra pozostaje sucha.

Kupiłam także słuchawki, które też zostały już przetestowane podczas wczorajszego biegu i również polecam je z czystym sumieniem! Ja wybrałam białe. Mam tylko nadzieję, że się szybko nie zepsują, bo byłoby mi ich bardzo szkoda.


W mojej szufladzie na odzież sportową znalazło się także miejsce dla skarpetek mimo, że niektóre z Was bardzo mi je odradzały. Muszę jednak stwierdzić, że nie słusznie, bo biegało mi się w nich bardzo dobrze. Może nie są to drogie skarpetki do biegania, ale spełniły swoją funkcję.

Do kolekcji dołączył również nowy pas neoprenowy, bo poprzedni już się rozpadł na drobne kawałki, a także 5 kg kettlebells, z którym już robiłam wczoraj przysiady.


Jestem z natury osobą oszczędną, bo nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto. Obserwuję ceny odzieży sportowej w markowych sklepach jak Nike, Adidas i Reebok i jestem w szoku, że ludzie naprawdę znajdują na nie pieniądze. Ja stawiam na ciuchy biegowe dobrej jakości - to fakt, ale też bez przesady.

Na dzień dzisiejszy wiem, że w wielu Lidlach jest jeszcze sporo towaru np. w Krakowie. W zasadzie został głównie sprzęt sportowy, ale jestem pewna, że uda Wam się jeszcze coś z odzieży jeszcze znaleźć. Jakościowo i stylistycznie ta kolekcja Lidla bardzo mi spasowała i trafiła w moje gusta więc cieszę się, że ja nie zwlekałam za długo z pójściem na zakupy. Przynajmniej na chwilę obecną jestem dobrze zaopatrzona na najbliższe kilka miesięcy. 

Byłam także w Biedronce, ale nic nie zwróciło mojej uwagi. Myślę, że jedyną rzeczą, na którą można zwrócić uwagę to skakanki z licznikami. Mam bardzo podobną SPOKEY, która ciągle czeka na swój moment.


Pochwalcie się co udało się Wam kupić i czy w Waszych Lidlach można coś jeszcze znaleźć. 
Buziaki! <3

P.S Wiele z Was pytało mnie czy buty z tej oferty sportowej Lidla nadają się do biegania więc musiałam zwrócić na nie uwagę, ale niestety moim zdaniem amortyzacja jest za słaba. Lepiej poczekać na kolekcję biegową lub odłożyć trochę więcej pieniędzy i kupić dobre buty.
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]20
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-46024942765449526872014-02-10T18:03:00.000+01:002014-02-10T18:11:24.342+01:00NOWA OFERTA SPORTOWA W LIDLU!Witajcie!
Wiosna za oknem, a ptaszki ćwierkają, że już wkrótce - konkretnie w poniedziałek 17.02 do LIDLA dotrze kolejna kolekcja sportowa, która moim zdaniem jest warta uwagi. Poprzednim razem nie zrobiłam dużych zakupów dlatego wstrzymałam się z napisaniem posta o tym co udało mi się upolować. Tym razem jednak zależy mi o wiele bardziej by dostać się do sklepu przed innymi, bo oferta jest bardzo interesująca... 

Przede wszystkim muszę zwrócić uwagę na odzież sportową, bo moje ciuchy na chwilę obecną nie nadają się nawet na ścierkę do podłogi. Akurat patrząc na nową kolekcję LIDLA myślę, że tym razem znajdę coś wartego uwagi.


Ja na 100% będę polować na:


Koszulka sportowa:

optymalna regulacja wilgoci dzięki włóknu funkcyjnemu TOPCOOL®
materiał: 90% poliester (z TOPCOOL®), 10% elastan (LYCRA®)
3 wzory, rozmiary: S-L

Oczywiście najbardziej podoba mi się różowa i właśnie jej będę szukać w przyszły poniedziałek. Być może kupię też czarną. 


Spodnie sportowe:

optymalne dopasowanie dzięki LYCRA® SPORT
materiał: 82% poliester, 18% elastan (LYCRA®) lub 92% poliester, 8% elastan (LYCRA®)
7 wzorów: 3/4 lub długie
rozmiary: S-L

Strasznie podobają mi się te spodnie 3/4 i liczę, że ich jakość będzie zadowalająca. 


Top sportowy:

optymalna regulacja wilgoci dzięki włóknu funkcyjnemu TOPCOOL®
dopasowanie dzięki włóknu LYCRA® SPORT
materiał: 90% poliester (44% TOPCOOL®), 10% elastan (LYCRA®)
2 wzory
rozmiary: S-L



Zwrócę też uwagę na biustonosz sportowy, który mógłby mi także posłużyć jako top podczas ćwiczeń, oraz na koszulki funkcyjne. Na chwilę obecną jestem w posiadaniu koszulki funkcyjnej z długim rękawem i legginsów funkcyjnych z Lidla, z których jestem bardzo zadowolona! Świetnie sprawdzały się w chłodniejsze dni jako warstwa 1 podczas biegania. 


Skarpetki sportowe:

Na 100% także kupię sobie skarpetki sportowe, bo moje (zwyczajne) zaczęły mnie ostatnio podczas biegania odparzać i odgniatać. 



Warto też zwrócić uwagę na:

Buty sportowe:
nacięcia flex dla lepszego zginania podeszwy
cyrkulacja powietrza dzięki systemowi Air-Dynamic-Flow (ADF)
amortyzacja dzięki chroniącemu stawy systemowi Multi-Dens (MDS) z podeszwą 2-Density-Phylon
optymalne dopasowanie dzięki niemieckim kopytom szewskim firmy Fagus
przepuszczający powietrze mesh łączony z wytrzymałym syntetykiem
podkładki EVA w obszarze palców i pięty dla dodatkowej amortyzacji
wykonanie metodą EVA-Strobel - materiał wierzchni jest bezpośrednio połączony z wewnętrzną podeszwą
wyjmowana, amortyzująca wkładka EVA
damskie: 2 wzory, rozmiary 37-40
męskie: 2 wzory, rozmiary 42-45

Gdyby nie to, że mam kilka par butów sportowych to pewnie zwróciłabym uwagę na te, bo nie ukrywam, że te szaro-różowe bardzo mi się podobają. Niestety znając życie nie znalazłabym dla siebie rozmiaru, bo raczej muszę mieć 41, a nawet 41,5.


Bluzy sportowe:



Sprzęt do ćwiczeń:

Żałuję, że kupiłam poprzednim razem zwykły drążek, bo te, które pojawią się w Lidlu od przyszłego poniedziałku są o wiele bardziej warte uwagi. Zastanawiam się również nad hantlami, bo 5 kg na jeden przestało mi wystarczyć. Warte uwagi są też słuchawki, bo może te przynajmniej będą trzymać się w uszach. Mam z tym ostatnio problem podczas biegania co mnie niesamowicie denerwuje. 


Planuję również kupić kettlebellsy o wadze 5 kg


Dostępne będą także mniejsze o wadze 2,5 kg. ( szkoda, że nie różowe ;) )

Ciekawa jest także oferta zegarków sportowych w różnych kolorach i wzorach. 



Całą ofertę sportową LIDLA możecie zobaczyć << TUTAJ >> 



A Wy planujecie w najbliższym czasie jakieś zakupy? 
Ja muszę tylko uważać by nie wydać za dużo pieniędzy, bo ostatnio trochę z nimi u mnie kiepskawo. Dodatkowo to nie jedyna oferta sportowa, która wchodzi do sklepów w najbliższym czasie, ale o tym gdzie jeszcze będziecie mogły upolować tanią odzież sportową i sprzęt napiszę Wam już wkrótce. 

Buziaki! 


Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]18
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-82862640918873484382014-02-08T14:21:00.003+01:002014-02-08T14:31:47.411+01:00PIĘKNE ZDROWIE na SIŁOWNIWitajcie!
Muszę Wam się do czegoś przyznać, i nie... nie będzie to lenistwo :-) Chcę się przyznać, oficjalnie, publicznie, że jestem MEGA TCHÓRZEM!!! A dlaczego?
No dlatego...

Na Krakowskim Biegu Sylwestrowym otrzymałam w pakiecie startowym voucher na 7 wejść do sieci klubów fitness Platinium (czyli jednych z najlepszych) z realizacją do 7.02 i zgadnijcie co zrobiłam? Poszłam na siłownie dopiero ostatniego dnia, bo ciągle "coś" stawało mi na przeszkodzie. Z wiekiem robię się strasznym domatorem i zdecydowanie wybieram miejsca, które znam. Od jakiegoś czasu przestałam zapędzać się w samotności gdzieś gdzie idę po raz pierwszy, bo jakoś nie potrafię się w takich miejscach już odnajdywać. Co jakiś czas obiecywałam sobie, że wreszcie pójdę i zrealizuje ten bon, ale czas leciał i leciał, aż się skończył. Myślałam, że jeśli pójdę dziś to otrzymam jakiś karnet na tydzień i po kłopocie, ale jak się okazuje byłam w błędzie.

No trudno, straciłam 6 darmowych wejść na siłownie, zajęcia fitness, albo nawet na basen, ale za to mam jeszcze do wykorzystania miesięczny karnet OPEN na te wszystkie atrakcje, które oferuje Klub Fitness Platinium.

Wczoraj (w piątek) byłam po raz pierwszy w klubie na ul. Mogilskiej w Krakowie i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobało! Czułam się trochę jak w labiryncie, ale myślę, że za jakiś czas będę się tam czuć jak w domu. Moi znajomi ostrzegali mnie, że zapewne będę czekać na swoją kolej do każdej maszyny, ale nie było tak źle. W piątek wieczorem klub świecił pustkami, ale to może za sprawą weekendu, imprez no i remontu na ul. Mogilskiej, który wszystkim spędza sen z powiek.


Moja pierwsza wizyta była raczej oswojeniem się z nowym miejscem i przełamaniem lęku ;-) No, ale nie powiem... czułam się jak "dziecko we mgle"!!! Pani z recepcji zaproponowała, że mnie oprowadzi i pokazała mi wszystkie zakamarki klubu, z których najbardziej zainteresował mnie kącik o wdzięcznej nazwie STREFA KOBIET. Po wczorajszym treningu stwierdzam, że mogłabym tam zamieszkać szczególnie ze względu na platformę wibracyjną oraz urządzenie z masującymi rolkami, które cudownie rozluźniło moje mięśnie po ponad godzinie spędzonej na bieżni. Na początek zaprzyjaźniłam się z bieżnią i z niej obserwowałam co się dzieje w klubie. Wieczorem po powrocie do domu przejrzałam cały atlas ćwiczeń z kfd.pl i chyba wiem na jakie ćwiczenia postawię. Wreszcie dojrzałam do tego by wprowadzić trening siłowy, bo może faktycznie robię za dużo ćwiczeń cardio.

Póki co jestem bardzo zadowolona i od środy na siłownie zacznę chodzić regularnie ( 3 może 4 razy w tygodniu ) i spędzać na niej co najmniej 2 godziny, bo atrakcji jest naprawdę bardzo wiele szczególnie w STREFIE KOBIET. Planuję także odwiedzić inne kluby z tej sieci np. taki, w którym jest możliwość skorzystania z basenu i wielu zajęć fitness w wodzie. W ciągu najbliższego tygodnia planuję także skorzystać z analizatora TANITA i zobaczymy, które z pomiarów uda mi się zmienić podczas chodzenia na siłownie i biegania oczywiście.


Z moich poczynań będę się "spowiadać" na bieżąco. Póki co jestem z siebie dumna, że w ogóle się wybrałam. Pierwszy, najtrudniejszy krok mam już za sobą! Jeśli to jedyna droga do wzmocnienia moich mięśni i poprawienia sylwetki to tego właśnie chcę! Mam nadzieję, że się nie zniechęcę. 

Tymczasem jednak idę na rower, bo wiosenna pogoda do tego zachęca <3 
Buziaki! 
Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]12
tag:blogger.com,1999:blog-595962142553567689.post-57051983928069876312014-02-06T16:43:00.000+01:002014-02-06T16:49:38.830+01:00O mojej diecie słów kilka... Witajcie!
Ponieważ w dalszym ciągu bardzo często dostaje od Was maile z pytaniami o moją dietę postanowiłam trochę przybliżyć Wam jak jem i co jem na chwilę obecną. W ciągu ostatnich miesięcy było mi ciężko utrzymać zdrową dietę i trzymać się podstawowych zasad zdrowego odżywiania, ale to właśnie uległo zmianie! 

Moja cierpliwość już powoli się kończy i choć nie chcę osiągnąć nie wiadomo jakich efektów i zostać Miss Olimpia to i tak chciałabym się pozbyć tych przynajmniej 5 kg nadbagażu, ale waga jak na złość stoi w miejscu! Już nie chodzi nawet o wygląd, ale o to, że jest mi ciężko podczas biegania.
Wyciągnęłam więc ciężką artylerię, a konkretnie moją wagę kuchenną, którą kupiłam za grosze w Biedronce jakiś czas temu.


Do tej pory próbowałam jeść "na oko" i mniej więcej udawało mi się pokrywać moje zapotrzebowania. Rok temu ( w tym poście ) założyłam sobie by trzymać się rozkładu BWT = 30% / 40-50% / 20-30% ale było mi bardzo ciężko. Z czasem przestałam zwracać na to uwagę, bo mój zapał osłabł i znów postawiłam na treningi i zdrowe odżywianie bez liczenia kalorii. Nie wiem ile jadłam, ale podejrzewam, że za dużo... 

Tym razem znów stawiam przed sobą wyzwanie by liczyć to co jem tym bardziej, że nie mogę przesadzić w żadną stronę. Przygotowania do Półmaratonu Marzanny i sesja na uczelni nie pozwalają mi na radykalną dietę. Muszę jeść zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem energetycznym, które na dzień dzisiejszy wynosi około 2000 kcal. Dziennie oprócz trzymania się rozkładów BWT próbuję także pokrywać zapotrzebowanie na kalorie między 1800-2000 kcal. 

Jak już pisałam ostatnio, największy problem miałam ze spożywaniem białka, bo gdy jadłam go więcej to automatycznie rósł poziom spożywanych przeze mnie tłuszczy. Nie potrafiłam tego wypośrodkować więc sięgnęłam po koncentrat białka serwatkowego czyli czyste, naturalne białko 97%. Białko EXTENSOR ( dziękuję za polecenie! ) biorę od tygodnia, a teraz gdy zaczęłam dokładnie liczyć co i w jakiej ilości zjadam łatwiej będzie mi utrzymać dietę. 




Zobaczymy co z tego wyjdzie! 
Generalnie nikogo nie chcę na siłę przekonać do korzystania z wagi i ważenia niemal wszystkiego co się zjada w ciągu dnia, ale myślę, że warto spróbować. Ja byłam do tego bardzo sceptycznie nastawiona i nie potrafiłam się przemóc. 

Chociaż to wszystko wygląda na dosyć skomplikowanie to po jakimś czasie wchodzi to w krew i z łatwością samemu można oszacować ile jeszcze można zjeść, i którego zapotrzebowania jeszcze nie pokryliśmy. Ja spróbuję... Zobaczymy jak długo wytrzymam pod tym dietetycznym reżimem, którego zawsze byłam przeciwniczką, bo w niczym nie lubiłam przesady. No, ale czego się nie robi dla zdrowia, efektów i przede wszystkim dla dobrego samopoczucia podczas intensywnych treningów?

Pozdrawiam ciepło! 

Magdalenahttp://www.blogger.com/profile/04684996055426031912[email protected]23