Moje drogie! Dziś niestety musiałam podarować sobie bieganie oraz trening, a do tego musiałam się „zdrowo” (w cudzysłowie, bo właśnie nie zdrowo) najeść! Otóż w związku z dzisiejszym wydarzeniem, które zawładnęło ulicami miast czyli 21 Finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy postanowiłam również POMÓC i nie chodzi mi tutaj bynajmniej o wrzucenie swoich kilku groszy do puszki, z których to i tak tylko połowa trafi na szczytny cel, a reszta będzie opłacać koszty poniesione przy organizacji tej wielkiej, ogólnopolskiej „imprezy” charytatywnej. Oczywiście nie mówię, bo sama swoje kilka groszy dorzuciłam… przecież od tego nie zbiednieje, a choćby nawet połowa miała trafić do potrzebujących lub pomogła kupić kosztowny sprzęt ratujący życie to jak najbardziej jestem za! Inwestycja bezcenna! 
Ja natomiast postanowiłam dziś spełnić jedno ze swoich „marzeń” o których myślałam już od dawna, ale nigdy nie miałam okazji, ani zdrowia by wdrożyć to w życie. Postanowiłam ODDAĆ KREW!!! Na Krakowskim Rynku została ponownie zorganizowana akcja pobierania krwi w mobilnym punkcie, więc pomyślałam: „dlaczego nie!”. Na co dzień pomagam WAM! Motywuję, odpowiadam na wasze pytania i staram się udowodnić, że „dla chcącego nic trudnego”. Tym razem postanowiłam POMÓC w całkiem inny sposób i to POMÓC w pełnym znaczeniu tego słowa. Wierzę, że moja krew może uratować komuś życie, choć moja grupa do rzadkich nie należy. Może te 450ml to nie wiele, ale zawsze coś!
Schudłam dziś zatem w kilka minut o prawie 0,5 kg
Ale nie polecam takiej metody odchudzania. Niestety mój chłopak, nie mógł dziś przyłączyć się do akcji krwiodawstwa ponieważ tuż po wstępnym badaniu i wbiciu igły pobladł, a potem okazało się, że ma okrutnie niskie ciśnienie, bo 99 na 80! Zrobiło mu się słabo więc wypoczywając w fotelu obok towarzyszył mi podczas tych krótkich, kilku minut gdy z żył sączono mi krew. Ach! Ci mężczyźni i ich lęk przed igłami
A ja cieszyłam się jak nigdy, że mogę wreszcie spełnić obietnicę z przeszłości! Niestety nie dostałam regeneracyjnego posiłku, ani nawet czekolady więc musiałam poradzić sobie na swój sposób i zgrzeszyłam… Oj, bardzo zgrzeszyłam! Skorzystałam z Festiwalu Pizzy w Pizza Hut i najadłam się pizzą do tego stopnia, że aż prawię pękłam. Dzięki temu teraz nie będę mieć ochoty na takie, tłuste „specjały” przez długi czas! Pomijam, że wyjątkowo pizza przestała mi smakować podobnie jak inne fast-foody i podejrzewam, że to bardziej kwestia nastawienia niż faktycznego pogorszenia smaku tych „potraw”.
Tak na marginesie zaczęłam niepokoić się swoim jedzeniem… Ostatnio nie mam w ogóle apetytu, a gdy już zmuszę się do jedzenia to spożywam bardzo niewielką ilość, a do każdej większej ilości muszę się już przymuszać. Od razu potem mnie mdli i to do tego stopnia, że nie jestem w stanie patrzyć na jedzenie. W efekcie spożywam bardzo mało kalorii, a chwilę po posiłku jestem znowu głodna. Nie wiem czy jest to spowodowane stresem czy może wynika z innych rzeczy, ale zaczyna mi to przypominać czasy gdy byłam nastolatką i miałam spore zaburzenia odżywiania… Wszystko się działo wówczas automatycznie, a ja nawet nie musiałam myśleć czy chcę coś zjeść czy nie. Mój organizm odrzucał wszystko sam. Boję się, że to może powrócić, ale staram się tego usilnie unikać nie stosując żadnej specjalnej diety i nie wypominając sobie każdego kęsa spożytego pokarmu.
Nie mam idealnej sylwetki, ale dzięki temu, że „kawał ze mnie baby” nie zasłabłam podczas pobierania krwi, a nawet nie zakręciło mi się choćby lekko w głowie. Czułam się świetnie, ale teraz energia już opadła i chce mi sięokropnie spać. Wypije więc sobie melisę i położę się do łóżka
W końcu i tak zabroniono mi się dziś forsować, ćwiczyć, dźwigać itd. Mam leżeć i odpoczywać i to też właśnie uczynię! Wreszcie bezkarnie mogę się polenić! A im szybciej rozpocznę jutrzejszy dzień, zakończając tym sposobem dzisiejszy, tym szybciej przystąpię do kolejnego owocnego dnia ćwiczeń! Muszę wymazać z pamięci tą dzisiejszą pizzę, bo robi mi się aż niedobrze na samą myśl o niej… A kysz! A kysz! A fu! Mam nadzieję, że nie będzie mi się śnić, bo to byłyby dopiero koszmary senne!
Życzę wam miłego wieczoru, a gdy go już kończycie podobnie jak ja, to życzę udanego nowego tygodnia! To już 3 tydzień stycznia!!!